Kasia i Marek - żyjemy sobie w Krakowie, czasami gdzieś podróżujemy i głównie o tym oraz o kilku innych naszych pasjach będziemy tutaj pisać. Blog powstał głównie z myślą o wszystkich naszych krewnych i znajomych, ale każdy jest tu mile widziany. ;))
No i wróciliśmy – po 1,5h w metrze, 20 minutach autobusie, 12 godzinach w samolocie i 7h w samochodzie – to ostatnie było największą masakrą i nie polecamy podróży na trasie Kraków – Okęcie inaczej niż pociągiem.
Zanim zabierzemy się za przygotowywanie szczegółowych relacji przyda się krótkie podsumowanie wyjazdu:
22 dni w podróży
17800 km w samolocie
2200 km w pociągu
1400 km w samochodach i autobusach i nie wiadomo ile jeszcze w metrze i autobusach miejskich
1 całkiem żwawy karaluch w syfiatym hostelu
1 malutki gekon na 23cim piętrze hotelu
sporo ponad miliard Chińczyków
ponad 35 GB zdjęć i filmów – oj czeka nas z tym sporo pracy ;)
Na szybko podliczone koszty na osobę to ok. 4800zł – w tym: bilety lotnicze, wizy, dojazd na Okęcie, dolary kupione w kraju i juany oraz dolary HK wypłacone w bankomantach. Nie liczymy szczepień i innych wydatków (np. na sprzęt), które przydadzą się na kolejne wyjazdy.
A na zakończenie pierwszy krótki filmik z metra w HK (nakręcony w drodze na lotnisko):
Każdy Chińczyk dobrze wie, że biali służą do robienia sobie z nimi zdjęć – podobno upolowanie takiego przynosi dużo szczęścia… poniżej kilka poglądowych zdjęć z naszą nową, w miliardach liczoną, chińską rodziną:
Oj były przygody – lądowanie w Guilin przed 19stą, przejazd do centrum, zakup biletów na pociąg do Shenzhen na 23go (cholernym Chińczykom ciągle się wydaje, że biały w kolejce stoi po to żeby się przed niego wepchać, lub przynajmniej położyć się mu na plecach) oraz przejazd autobusem do Yangshuo.
Dojechaliśmy ok. 22giej i zaczęliśmy szukać hostelu – tu brak miejsc, tam norowate dormitorium, wreszcie są dwójeczki – oglądamy, płacimy, wchodzimy, podnoszę poduszkę i „wcale nie takie małe” czarne przebiega szybko pod łóżko… chłopaki znajdują kolejną zdechłą bestię w szufladzie.
Awantura, zwrot kasy i znowu szukamy – lądujemy na pierwszą noc w różnych miejscach, a dzisiaj dołączyliśmy do reszty wycieczki. Pokoik śliczny, chociaż jak na Chiny dosyć drogi (a ze 120zł za noc wychodzi) – ale przynajmniej nic po nas nie będzie łazić i raz przez te 3 tygodnie sobie wypoczniemy porządnie:
Chyba jeszcze nie napisalem w tym calym zamieszaniu, ze od pierwszego dnia mozna dzieki Krzyskowi obserwowac nasze przygody praktycznie na bierzaco – polecamy http://flaker.pl/interaktywnie :))
Bystrzejszy obserwatorzy pewnie zauwazyli ze opuscilismy Pingyao – sliczne miasto, urocze hostele i 10 dni czekania na bilet zeby sie stamtad wydostac. Dobrze ze dowiedzielismy sie o tym wystarczajaco wczesnie by zmienic bilet. Kolejna zmiana, to pominiecie Chengdu i Leshan – po przeliczeniu wyszlo kilkaset yuanow i ok 3-4 dni tylko po to by zobaczyc jedna atrakcje (najwiekszy na swiecie posag Buddy). W sobote 19go zatem wylatujemy z Xian prosto do Guilin gdzie spedzimy kilka dni, a nastepnie pociag i okolice Hong Kongu – czyli do domu coraz blizej.
Ciekawostka: pociag na trasie Xian-Guilin to 26 godzin i ponad 500Y, samolot 1,5h i 380Y (mega last minute – ostatnie miejsca w samolocie).
Dotarlismy do Xian, mamy super hostel i zycie znowu jest piekne… wczorajsze Luoyang jest syfacznym miastem – poza grotami Longmen (120Y – najdrozszy bilet jak dotad) i klasztorem Shaolin (tez drogo i gola na kazdym kroku) nie ma tam nic ciekawego… pociag sie opoznil, posciel byla brudna (nie wsiadalismy na pierwszej stacji i ktos tam juz widocznie jechal przed nami) i po awanturze dostalismy czyste przescieradla – i tyle.
Dzisiaj w planach terakotowa armia, troche miasta, wymyslenie gdzie dalej i moze wrzucenie wreszcie jakichs fotek.
Tak jak przewidywalismy miliony Chinczykow powitaly nas z zachwytem (niestety ich komputery nie pozwalaja wstawiac polskich znakow) i na kazdym kroku robia sobie z nami zdjecia. Dzisiaj wieczorem (w Polsce popoludniem) postaramy sie wrzucic kilka zdjec – przez ostatnie kilka dni zaliczylismy Zakazane Miasto, Wielki Mur i Palac Letni, a w nogach mamy juz kilka tysiecy przedreptanych kilometrow – dzisiaj Swiatynia Nieba, a jutro wyjazd z Pekinu do Luoyang.
Najnowsze komentarze