Na początku małe wyjaśnienie. Po raz pierwszy odwiedzamy Paryż. Bardzo sceptycznie nastawiona jechałam na tą wycieczkę. Co może nas zachwycić i zaskoczyć? Ot kolejne duże miasto… a jednak! Zaskoczenie było bardzo pozytywne. ;))
Tym razem (nietypowo) nie będę podawała dokładnej instrukcji „jak zwiedzać Paryż”. To nie Azja, gdzie namiary na hostele, jedzenie i transport bywają bezcenne. Każdy pewnie znajdzie swoją własną receptę na poznanie tego miasta. Sposobów na to może być naprawdę wiele.
Pierwszy dzień
Zaraz po przylocie cały dzień spędziliśmy na spokojnych spacerkach po okolicy. A okolica naszego hotelu była naprawdę fantastyczna. Po przejściu skrzyżowania byliśmy już nad Sekwaną, tuż przy Katedrze Notre Dame!
Chyba jeszcze nigdy nie mieszkaliśmy tak bardzo w centrum w odwiedzanych miastach!
Każdy odwiedzając Paryż ma swój ulubiony „widoczek”. Dla mnie takim paryskim klasykiem były bulwary nad Sekwaną.
Niezmiennie zachwycało mnie, gdy pojawiały się w filmach – a były m. in. u Allena i Polańskiego. Bulwarami można przespacerować naprawdę długie kilometry – podziwiając budynki, a przede wszystkim cudowne mosty. Jedyny minus to czasem zapach…
Paryż to naprawdę duże miasto, i jak to w takich przypadkach bywa, atrakcje turystyczne rozsiane są po całym ogromnym terenie. Jednak w zasięgu spaceru pierwszego dnia mieliśmy Katedrę Notre Dame, Pałac Sprawiedliwości, Centrum Pompidou.
Dla mnie atrakcją było też wypatrywanie Wieży Eiffela! Zakochałam się w niej i uwielbiałam jak nieoczekiwanie dostrzegałam ją pomiędzy budynkami lub drzewami!
Po południu jeszcze raz wróciliśmy do „naszej” Katedry. Pięknie wyglądała w promieniach zachodzącego słońca.
Wieczór zakończyliśmy w kawiarence przy Kościele Św.Seweryna z Iwoną i Piotrem. Przy okazji pozbieraliśmy od nich cenne uwagi (i do kompletu 3ci przewodnik) – spędzili w Paryżu dwa tygodnie.
Drugi dzień
Rano spacerkiem poszliśmy do Panteonu. Przy okazji zaglądnęliśmy do pięknego kościoła zaraz obok – Saint Etienne du Mont. W możemy nim podziwiać sarkofag św. Genowefy, patronki Paryża oraz niesamowite lektorium (ostatnie takie w mieście).
Panteon polecam zwiedzać zaraz po otwarciu (10.00) – niesamowite znaleźć się tam bez tłumu zwiedzających. Panteon jest ogromny…
Krypty z zasłużonymi – m. in. z Marią Skłodowską Curie, są równie wielkie jak gmach nad nimi.
Tutaj kupiliśmy też sobie Kartę Museum Pass. Tak więc przez dwa dni (za 35€) możemy wchodzić do większości muzeów bez dodatkowych opłat i najczęściej omijając kolejkę.
Wychodząc z Panteonu chcieliśmy jeszcze zobaczyć dziedziniec Sorbony… niestety nie udało się, bo ochrona wpuszcza tylko studentów (można się wcześniej telefonicznie umówić na zwiedzanie… ale trzeba być grupą). Szkoda.
Na naszej trasie zwiedzania mieliśmy następnie Muzeum Cluny. Już sam budynek zachwyca. Ale naprawdę duże wrażenie robią piękne arrasy z jednorożcami. Polecam zaglądnąć też do ciekawego ogrodu z drewnianymi pomostami.
Będąc w Dzielnicy Łacińskiej koniecznie trzeba odwiedzić kościół Św. Seweryna. Piękny gotyk płomienny robi naprawdę duże wrażenie.
Plan na dziś to zobaczyć możliwie dużo ciekawych miejsc. Weszliśmy wreszcie do niesamowitej Sainte Chapelle. Faktycznie witraże w niej zachwycają!
Zaraz obok niej jest Pałac Sprawiedliwości.
Do Luwru przeszliśmy spacerkiem bulwarami nad Sekwaną.
Pałac jest gigantyczny! Piramida na jego dziedzińcu już może tak nie razi, ale nadal uważam, że to był dość karkołomny pomysł, dzięki któremu powstało wspólne wejście do wszystkich skrzydeł pałacu. Sporym zaskoczeniem było też to, że w podziemiach powstało centrum handlowe!
W końcu ruszamy pod Wieżę Eiffela – nasz główny dzisiaj punkt programu. Bilety zakupiliśmy jeszcze w Polsce na godzinę 16. Wieża jest naprawdę niesamowita!
Jednak jeszcze bardziej niesamowite są kolejki do wejścia! My mieliśmy nasze „szybkie” bilety – ale przejście przez bramki i czekanie na windę zajęło i tak ok. 20 min. (warto być jakieś 15-20 minut przed godziną na bilecie – wtedy pozostałe 100-150 osób z tej samej godziny będziemy mieć za plecami).
Widok z Wieży jest naprawdę fantastyczny. Widać jak ogromne jest to miasto – polecamy godziny popołudniowe: światło w plecy i widoki na miasto z cieniem Wieży na budynkach.
Potem poszliśmy jeszcze na plac Trocadero z pięknym widokiem na Wieżę.
Już na zachód słońca pojechaliśmy na Łuk Triumfalny.
Udało się nam zdążyć na pokaz świateł na Wieży – z Łuku jest fantastyczny na nią widok. W oddali widać było też nowoczesną dzielnice La Defense i Bazylikę Sacre Cœur.
Dzień zakończywszy spacerkiem po Polach Elizejskich (z obowiązkową wizyta w Atelier Renault) wreszcie padliśmy w hotelu. Następny zapowiadał się podobnie…
Dzień trzeci
Tym razem musieliśmy wreszcie dostać się na Wieżę Katedry Notre Dame. Czynna jest od 10, ale już ok. 9:30 byliśmy w kolejce. Tutaj wykorzystywaliśmy też naszą kartę muzealną- niestety nie uprawniała ona do szybszego wejścia. Widok z Wieży chwycił mnie chyba najbardziej. Pewnie dla tego, że widać wijącą się Sekwanę i mosty.
Chyba dla każdego, kto czytał książkę „Dzwonnik z Notre-Dame” Wiktora Hugo wejście na wieżę będzie niesamowite. Z bliska możemy oglądać fantastyczne gargulce i ogromny dzwon.
Z Katedry poszliśmy do świątyni nowoczesności – czyli Centrum Pompidou.
Obok obrazów Picasso, Miro, Matisse jest Pisuar Duchampa… Są tam też dzieła polskich twórców – Katarzyny Kobro, Małgorzaty Abakanowicz i Romana Opałki.
Zachwyciły mnie też tarasy z rzeźbami odbijającymi się w wodzie. No i oczywiście widok z nich na dachy Paryża.
Postanowiliśmy wybrać się jeszcze dziś do Katedry St. Denis – bardzo nam ją polecali znajomi. Jest w sporej odległości od centrum – ale bez problemów dotrzemy tam metrem. Faktycznie robi spore wrażenie – to tam narodził się gotyk – są tam też pochowani francuscy królowie (a przynajmniej to, co udało się pozbierać po zawieruchach rewolucyjnych). Szczególnie zachwycają pięknie rzeźbione grobowce.
Wracamy do centrum i ogarnia nas szał impresjonistów w Oranżerii. Największe wrażenie zrobiły na nas oczywiście Nenufary Claude’a Moneta eksponowane w specjalnych owalnych salach. W dolnej części galerii znajdziemy m. in. arcydzieła Renoira, Picassa i Cézanne’a wiszące na nagiej betonowej ścianie – ciekawy zabieg dopełniony bogatymi ramami obrazów.
Wychodząc z Oranżerii przechodzimy przez ogrody Tuileries. A tam niespodzianka – wielki namiot i zbierający się powoli zaproszeni goście na pokaz mody. Nie wiem, czy widzieliśmy kogoś znanego… ale wcześniej, będąc jeszcze na Placu Zgody, słyszeliśmy próbę zespołu… i chyba słyszeliśmy na żywo Tinę Turner! ;)
Jeśli myślicie, że to koniec atrakcji na dziś, to jesteście w błędzie. Na koniec została prawdziwa wisienka – Luwr.
Nieświadomie trafiliśmy z naszym dwudniowym biletem na piętek, kiedy to Luwr czynny jest do 22 (drugi taki dzień to środa) – mamy więc cały wieczór do dyspozycji.
Wcześniej jednak, dla zregenerowania sił, padamy w dobrze nam znanej z Azji kawiarni.
Wybierając się do Luwru nie miałam złudzeń, że zobaczymy wszystkie arcydzieła tam zebrane. To po prostu niemożliwe w jeden dzień. Nastawiliśmy się więc na zobaczenie tych najsłynniejszych. I faktycznie udało się nam zobaczyć wszystko poza zbiorami ze Starożytnego Egiptu – niestety już przed 22 zaczynali zamykać niektóre galerie.
Spokojnie jednak odwiedziliśmy pełne przepychu Apartamenty Napoleona, zachwycającą Nike i Monę Lisę, która nawet nie była bardzo oblegana.
Naprawdę muzeum Luwru robi wrażenie – piękne zbiory i co ważnie pokazane w zachwycających salach.
Na koniec nie byliśmy może tak zmęczeni jak po Muzeach Watykańskich – ale z prawdziwą radością padliśmy wreszcie w hotelu.
Dzień czwarty
Ostatni dzień chcieliśmy spędzić na Montmartre. Faktycznie to miejsce ma niesamowity klimat. Pod warunkiem że będziecie tu odpowiednio wcześnie, żeby nie przepychać się z tłumami turystów (doprecyzujmy: 10 rano to już za późno).
Zaczęliśmy oczywiście od wspięcia się na wzgórze z Bazyliką Sacre Cœur. Widok na miasto jest fantastyczny – choć ciekawiej może tu być wieczorem – będzie lepsze światło.
W samej bazylice nie wolno robić zdjęć – nie bardzo wiadomo dlaczego (może dlatego, że nie ma tam nic interesującego?).
Ruszyliśmy potem na spacer uliczkami tej ciekawej dzielnicy. Na placu du Tertre spotkamy oprócz tłumu turystów, wielu malarzy i pachnie farbami. Przy placu jest też restauracja w której narodziło się słowo Bistro – La Mere Catherine. Zaglądamy jeszcze do romańskiego kościoła St. Pierre i powoli zaczynamy schodzić w dół wzgórza.
Możemy tam zobaczyć winnicę, w której w drugą sobotę października odbywa się święto wina (samo wino podobno nie zachwyca). Zaraz obok znajduje się mikroskopijny kabaret – Lapin Agile – Pod Żwawym Królikiem. Bywał w nim m. in. Picasso.
Cały Montmartre usiany jest uroczymi domkami i miejscami związanymi z barwną cyganerią minionych lat. Różowy dom na Rue de l’Aubrevor był malowany przez Maurice’a Utrilla. Dalej jest Allee des Brouillarda (Aleja Mgieł), z której malowania utrzymywał się Renoir.
A na Rue Lepic pod 54 mieszkał Van Gogh. Na Rue Lepic możemy też zobaczyć jeden z dwóch zachowanych młynów – ten był malowany przez Renoira. Znajdujemy tez ciekawostkę – ścianę w maleńkim parku ze słowami Kocham Cię w kilkudziesięciu językach.
Spacerek kończymy obowiązkowym zdjęciem przy czerwonym wiatraku Moulin Rouge.
Dzisiaj mamy wykupiony bilet dzienny na metro – jeździmy więc w różne dziwne miejsca.
Pokręciliśmy się chwilkę przy operze – niestety nie można wejść do środka.
Z opery jest kilka kroków do gigantycznych domów handlowych – Galeria Lafayette. Jednak nie chodziło mi tym razem o zakupy. Bardzo chciałam zobaczyć niesamowity szklany dach i piękne secesyjne wnętrze. Sami przyznacie – naprawdę warto tam zaglądnąć.
Dotarliśmy też do nowoczesnej dzielnicy La Défense. Faktycznie jest to ciekawe miejsce – z założenia pod ziemią są tam schowane ulice i centra handlowe. Jest gigantyczny łuk i nowoczesne budynki. Ale muszę przyznać, że po odwiedzeniu pewnego, małego azjatyckiego państwa-miasta na nowoczesną architekturę będę już chyba zawsze patrzeć z dużą dozą krytycyzmu. Tak więc La Defense nie zachwyciła tak, jak pewnie by to się stało rok temu.
Popołudnie spędziliśmy spacerując po zatłoczonych uliczkach Dzielnicy Łacińskiej i trochę psując sobie humor wrednymi kelnerami.
Na szczęście wieczór został uratowany – spędziliśmy jedną z najprzyjemniejszych chwil w Paryżu – z kawką, czekoladowym naleśnikiem i siedząc na schodach z najpiękniejszym widokiem w mieście!
Wieczór spędziliśmy na placu Trocadero. Śpieszyliśmy się, żeby zdążyć przed zachodem słońca. Widok na Wieże Eiffela jest fantastyczny. O 20 Wieża zaczęła migać światełkami. Ale największa niespodzianka czekała nas na placu z fontannami. Spora grupa tańczyła tam tango argentyńskie! Oczywiście się przyłączyliśmy. Okazało się że tango da się tańczyć w japonkach… Przy okazji pozdrowienia dla Patrycji i Tadeusza, którzy zarazili nas tangiem!
Naprawdę miło spędziliśmy cztery dni w Paryżu. Jak zawsze było trochę biegania – jak to w nowym miejscu, które chce się choć trochę poznać. Ale były też miłe chwile wytchnienia. Zawsze wydawało mi się, że to Włosi są mistrzami w celebrowaniu małych przyjemności. Teraz wydaje mi się, że nie do pobicia w tym są Paryżanie. Cudowne kawiarenki z pyszną kawą, dobry ser, bagietka i winko nad Sekwaną lub na trawce z widokiem na Wieżę Eiffela. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś odwiedzimy Paryż – żeby tak nieśpiesznie delektować się drobnymi przyjemnościami. Pamiętajcie tylko o jednym – do Paryża nie polecam wybierać się samemu… To wszak miasto zakochanych. ;)
Na koniec, dla spragnionych większej dawki sztuki zapraszam do Paryskich Muzeów:
![]() |
| Paryskie Muzea |



4 komentarze
Och narobiliście mi ochoty na Paryż jesienią. Przepiękne zdjęcia.
Kasiu masz 100% racji, jak Paryż to nie samemu. Nawet z przyjaciółmi jest zdecydowanie fajnie cieszyć się Paryżem. Choć w moim przypadku – czy moją ostatnią podróż można zaliczyć do samotnych? ;))
Ja niepolecam Paryża latem, a zwłaszcza jak jest zakończenie Ture France.
a ja w Paryżu była m i powiem tylko jedno – zakochałam się! <3 :)
Mam pytanie – na Wieżę Eiffla wjeżdżaliście na samą górę czy wchodziliście/wjeżdżaliście tylko na 2-gie piętro? Bo widoki cudne a sama się niedługo tam wybieram i nie wiem którą opcję wybrać ;)
Pozdrawiam!
Hej, tak wjechaliśmy na samą górę – zdecydowanie warto. Pamiętaj żeby zarezerwować bilety przez internet! Och jak mi się zachciało do Paryża. Może jeszcze uda się złapać jakieś bilety na jesień i … wcisnąć pomiędzy nasze inne wyjazdy ;) Pozdrawiam i życzę dużo wrażeń!