Wyjazd nad polskie morze jesienią marzył się nam już od dawna. Tym razem wreszcie się udało. Wróciłyśmy zachwycone! Mało ludzi, piękna pogoda i chyba pierwszy raz w życiu wróciłam taka opalona!

Komfortowe domki na skraju roztoczańskiego lasu, w cichej i spokojnej okolicy pośrodku Roztocza. Idealne do aktywnego wypoczynku lub błogiego lenistwa... :)
Zobacz, zachwyć się, zarezerwuj!
Uwielbiam plaże nad Bałtykiem! Wielu narzeka, że to zimne morze, dużo ludzi w sezonie i niepewna pogoda. Jednak niezaprzeczalnie mamy najpiękniejsze plaże z cudownym piaskiem. Pogoda w pierwszym tygodniu września zaskoczyła nas totalnie – po dwóch dniach sztormu wyszło piękne słońce i całymi dniami siedziałyśmy na plaży. Malwinka wreszcie przekonała się do piasku i kilka razy weszła zamoczyć nóżki w morzu.


Władysławowo ma do zaoferowania typowe atrakcje wakacyjne – jest i wesołe miasteczko i niedawno Otwarty Ocean Park. Do wesołego miasteczka zaglądnęłyśmy późnym popołudniem. Wrażenie było dość niesamowite – byłyśmy same w dość dużym miasteczku i miałam wrażenie że jesteśmy w scenerii jakiegoś horroru. Wyludnione wesołe miasteczka wyglądają upiornie.

Tym razem nie biłyśmy rekordów spacerując po plaży (nasz rekord ;) to spacerek Władysławowo-Karwia i z powrotem). Najdalej doszłyśmy do klifów w Chłapowie.
Na koniec trochę informacji praktycznych. Do Władysławowa przyjechaliśmy samochodem (prosto z kajaków we Wdzydzach). Niestety Marek musiał wracać do pracy i powrót do Krakowa to kochane PKP. Nie było tak źle, ale rewelacyjnie też nie.
We wrześniu na czas remontu przestały jeździć pociągi na trasie Hel – Reda. Został nam autobus Władysławowo-Gdynia, potem pociąg TLK do Krakowa.
Podróże z dzieckiem maja ten plus, że możemy kupić bilet rodzinny – Malwinka bezpłatnie, a ja i Babcia Stasia miałyśmy bilet z rabatem 33%.
Przesiadka w Gdyni była prawie bezstresowa – autobus zatrzymuje się zaraz przy dworcu PKP. Sam dworzec pięknie wyremontowany. Ale żeby dostać się na peron trzeba wspinać się po schodach… Nasza trojka, wózek, plecak, torba na kolkach, dwie torebki, siata z mleczkiem i i pieluszkami, siata z zabawkami, siata z kanapkami i tym co nie zmieściło się do torby i plecaka…
Dobrze, że nie kupiłam kaloszy we Władysławowie, choć cudne były, bo bym je chyba w zębach targała. Tak wiec dworcowe schody pokonywałyśmy na trzy zmiany, z pomocą miłego Pana na koniec.
No i teraz pociąg… To jakieś zboczenie, że człowiek tak szybko przyzwyczaja się do dobrego. Ostatni pociąg w jakim siedziałam ostatnio to boski shinkansen – jaki szok można przeżyć jadąc po tym doświadczeniu naszym kochanym PKP. I nie chodzi tu tylko o mile kołysanie i miarowy stukot który usypiał Malwinkę. Szok to brudne przedziały, zatkane :) toalety i brak wody. Paskudna kawa w Warsie za 8,5 zł dopełnia jeszcze tą anty-laurkę…
Wydatki:
– nocleg – pokój z łazienką (internet, tv, dostęp do kuchni) – 35 zł / osobę (Malwinka 5 zł)
– autobus Władysławowo – Gdynia 9,50 zł
– bilet rodzinny (2+1) TLK Gdynia – Kraków – ok 85 zł



4 komentarze
Cudowne chmury!!! Nam niestety się takie nie trafiły ani nad Bałtykiem ani nad marokańskim Adriatykiem :( A swoją byliśmy nad Bałtykiem pierwszy raz od chyba 12 lat i rzeczywiście we wrześniu super było :)
swoją drogą miało być ;)
I miało być: nad marokańskim Atlantykiem ;) chyba byłam niedospana po całonocnej podroży jak pisałam ten pierwszy komentarz :)