Dla przypomnienia – byliśmy już w Pekinie, Luoyang, odwiedziliśmy Terakotowych Wojowników w Xi’an – a teraz przylecieliśmy do Guilin i błąkamy się po nocy w poszukiwaniu hostelu w Yangshuo…

O tym jak fatalne pierwsze wrażenie zamieni się w zachwyt nad bajkową krainą krasowych Mogotów, o tym dlaczego czasem deszcz jest potrzebny i jak spędzimy najprzyjemniejszy dzień w Chinach. No to zaczynamy…


Pokaż Chiny 2009 na większej mapie

14 DZIEŃ – 20.09.2009 – YANGSHUO – ZMIANA HOSTELU – HOTEL NANA – WZGÓRZE PANA MŁODEGO

O tym że po kiepskiej nocy jednak wstaje słońce i że czasem „trzeba” zamieszkać w luksusowym hotelu.

Początek pobytu w Yangshuo nie wyglądał zachęcająco. Pierwszy hostel do którego dotarliśmy miał wolną tylko dwójkę, w innym była wolna 6 – niestety wyglądała masakryczne. W końcu znaleźliśmy w innym hostelu dwa pokoje – dwójkę i trojkę. Zostajemy. Niestety w naszym 2 osobowym był lokator – bardzo szybko biegające zwierzątko. Uciekamy! Z panienką na recepcji trzeba było się jeszcze pokłócić o zwrot pieniędzy – dał rade nieoceniony Krzysztof (tracimy na tym 100Y). Panienka w sumie to nawet była zdziwiona – „o co nam chodzi?” – przecież wszędzie są robaki! (to był chyba hostel Flower – choć nie jestem pewna bo ok. 1 w nocy już mi się myślenie wyłączyło – cena za dwójkę 140Y). No i od początku trzeba szukać. My na jedna noc zostajemy tam gdzie była wolna dwójka – Senior Leader Youth Hostel (czysto ale toaleta azjatycka), a chłopaki mają 3 osobowy pokój w hotelu Nana. Rano też się tam przenosimy – nie jest to najtańszy hotel – ale mamy śliczny pokój Islet z pokojem kąpielowym. Przy śniadaniu w hostelu poznajemy bardzo sympatycznych polaków z Poznania – Kasię i Dawida (polecamy bardzo fajny blog z ich podróży Rosja-Mongolia-Chiny) – przyjechali do Chin koleją transsyberyjską. Za łóżko w hostelu płacą 30Y. Hmmm – to tylko my się tak burżuazimy…

Pewnie część osób zdziwi się, dlaczego zamiast błąkać się ciemną nocą w poszukiwaniu hostelu, nie zrobiliśmy wcześniej rezerwacji przez internet. Powód jest jeden – jak się okazuje dość oczywisty dla sporej części podróżujących po Chinach – woleliśmy najpierw na żywo zobaczyć jak wyglądają pokoje i upewnić się, że będziemy w nich jedynymi lokatorami. ;))

W pierwszym dzień przy tej temperaturze (35 stopni i wilgotność 90%) zdobywamy się tylko na wysiłek wejścia na górkę w parku – Wzgórze Pana Młodego (Xilang Shan). Ciężko było – ale zdobyliśmy. Latały tam ogromne motyle! Po zaaklimatyzowaniu jeszcze kilka razy tam wchodzimy (już nie sapiąc) na zachody słońca. Wieczorem latają nad miastem balony – bajkowa sceneria do takich lotów.

Po południu idziemy nad rzekę Li – fantastyczne widoki na krasowe wzgórza. Są też woły wodne!! Moje ulubione!

Yangshuo gra w karty?
Close

Yangshuo gra w karty?

Yangshuo nasz pokój w hotelu Nana
Close

Yangshuo nasz pokój w hotelu Nana

Yangshuo nad rzeką Li
Close

Yangshuo nad rzeką Li

Yangshuo nad rzeką Li
Close

Yangshuo nad rzeką Li

Yangshuo nad rzeką Li
Close

Yangshuo nad rzeką Li

Yangshuo na Wzgórzu Pana Młodego
Close

Yangshuo na Wzgórzu Pana Młodego

 

więcej zdjęć

Zastanawiam się, czy mili czytelnicy nie odniosą wrażenia, że sponsorem naszego wyjazdu było KFC… nie było ;p. Ale specyfika kuchni na północy pokonała nas już w Pekinie. Zapewniałam że później będzie lepiej i na południu zaczniemy już jeść normalnie w miejscowych restauracjach.

W Yangshuo jedliśmy w knajpce polecanej przez Lolney Planet i Przemka (poznanego jeszcze w Luoyangu) – Kelly’s Cafe – w sumie mieliśmy ją pod balkonem i o tym że jest „polecana” dowiedzieliśmy się już po pierwszej tam wizycie. Tak czy inaczej naprawdę pyszne jedzenie – szczególnie grillowane tofu i kurczak z orzeszkami albo w papryczkach chilli. Robią też przedziwne shake’i ze zmiksowanymi batonikami Snickers/Mars/etc. :)

15 DZIEŃ – 21.09.2009 – YANGSHUO – DESZCZ I ZAKUPY

Pada i nic się nie dzieje – czasem to też cieszy…

Nigdy nie myślałam, że ucieszy mnie deszczowy dzień. A jednak ucieszył – z czystym sumieniem mogliśmy po prostu odsapnąć od zwiedzania i jeżdżenia. Snuliśmy się pół dnia po hotelu, knajpkach i sklepach na koniec. Wykupiliśmy też wycieczkę na tarasy ryżowe – oczywiście trzeba się było targować. Fakt, poszliśmy na łatwiznę wykupując tą wycieczkę. Dla tych co chcą być niezależni od grupy na Tarasach polecam pojechać zwykłym autobusem. Od Inki całkiem niedawno dostałam taki przepis: busem z dworca w Guilin do Longji, z przesiadką na dworcu autobusowym w Longsheng – czas przejazdu ok. 4,5h. Można wtedy przenocować w jednym z tamtejszych hoteli i zaliczyć zachód i wschód słońca.

Yangshuo
Close

Yangshuo

Yangshuo żyrandol w pokoju
Close

Yangshuo żyrandol w pokoju

Yangshuo mostek
Close

Yangshuo mostek

Yangshuo Kelly's cafe
Close

Yangshuo Kelly's cafe

Yangshuo na naszym balkonie
Close

Yangshuo na naszym balkonie

Yangshuo nasza ulubiona knajpka z pysznym jedzeniem
Close

Yangshuo nasza ulubiona knajpka z pysznym jedzeniem

 

więcej zdjęć

Inne miejscowe atrakcje to wieczorny pokaz Impression Liu Sanjie (podobno robi wrażenie), lot balonem (1h 470Y), spływ rzeką na bambusowych tratwach, jaskinie, no i oczywiście fantastyczne widoki – min. charakterystyczny Moon Hill. Można na niego wejść – my niestety się nie wybraliśmy – ale zdjęcia ze szczytu są zachwycające.

16 DZIEŃ – 22.09.2009 – YANGSHUO – POLA RYŻOWE

O tym jak trudno porozumieć się nawet Chince z Chińczykami i dlaczego warto zostać na noc na polach ryżowych.

Bladym świtem (;) o 7.30 ruszamy na tarasy ryżowe „Smoczy Grzbiet” (Rejon LONGSHENG – Longji Titian). Na miejscu jesteśmy ok. 11. I pierwsze zaskoczenie – przewodniczka zbiera po 60Y (a wszystko miało być opłacone) – niby na wejście do wioski. Nie chcemy do wioski. Potem okazuje się, że kasa jest na pokaz organizowany przez miejscowa ludność w sali. Na pokaz tym bardziej nie chcemy. Do wioski przez wiszący mosteczek można oczywiście wejść za darmo.

W sumie chcemy jak najwięcej czasu spędzić na polach ryżowych – wiec idziemy z miejscowymi staruszkami do miejsca gdzie odjeżdżają busy na górę. Niby proste – chcemy kupić bilet na busa – proste – ale nie w Chinach. Biletu nie chcą nam sprzedać – bo bilety kupują tylko piloci wycieczek. Na nic nie zdały się próby – nawet Chinka z naszej wycieczki, która też chciała wyjechać sama na górę dała za wygraną. Na grupę czekamy ok. godziny. Masssakra. Przewodniczka oczywiście strzela focha i nie chce nam kupić biletów skoro wcześniej nie poszliśmy z nią do wioski… chyba w końcu zobaczyła w naszych oczach co ją czeka jak będzie się upierać i kupiła. A potem była nawet miła. ;))

Docieramy w końcu na upragnione tarasy – jest już 13.00. Poletka są w pełnym rozroście – tzn. nie widać wody – ale i tak wyglądają zachwycająco.

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka
Close

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka
Close

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka
Close

Tarasy Ryżowe Grzbietu Smoka

i jeszcze...
Close

i jeszcze…

Tarasy Ryżowe kobiety z ludu Miao
Close

Tarasy Ryżowe kobiety z ludu Miao

Lonsheng
Close

Lonsheng

 

więcej zdjęć

Niestety nie mamy już czasu na najładniejszą cześć tarasów. Zbiórka jest o 15. Żeby więcej zobaczyć trzeba przyjechać na 2 dni. Można przenocować w wiosce przez która przechodzi się idąc na punkt widokowy. Jest tam kilka hoteli i budują się nowe. Niestety nie sprawdziliśmy cen za nocleg. Taka opcja jest warta rozważenia – bo widok zachodzącego słońca nad tarasami – bezcenny. Tutaj też, podobnie jak wcześniej w każdym innym turystycznym miejscu, Chińczycy nagminnie robią sobie z nami zdjęcia. Może powinniśmy pobierać za to opłatę 10Y – tak jak robią to dziewczyny z ludu Miao ubrane tradycyjne stroje. Przecież jesteśmy tu bardziej egzotyczni niż one.

17 DZIEŃ – 23.09.2009 – YANGSHUO – NIEWYPAŁ BALONY – SKUTEREK – W NOCY DO SHENZHEN

O tym jak w miejsce niezrealizowanych marzeń los zsyła nam inne atrakcje…

To miał być wielki dzień! Mieliśmy latać balonem. Niestety spełnienie tego marzenia pokrzyżowała nam Chińska Armia Ludowa – okazało się, że są jakieś loty treningowe samolotów wojskowych i nici z latania balonem. A wstaliśmy o 5 rano. Na szczęście trochę udobruchał nas śliczny wschód słońca nad rzeką Li – pomimo tak wczesnej godziny, było dużo ludzi spacerujących i ćwiczących tai chi.

Ostatecznie udało się nam uratować ten dzień i był to jeden z najprzyjemniej spędzonych dni w Chinach. Wypożyczyliśmy skuter elektryczny w hotelu i cały dzień jeździliśmy po okolicy. Było super. Miejscami trochę droga nam się kończyła – ale jakoś przejechaliśmy.

Yangshuo - widok z okna hotelu Creek view
Close

Yangshuo – widok z okna hotelu Creek view

Yangshuo - nad rzeką Li
Close

Yangshuo – nad rzeką Li

Yangshuo
Close

Yangshuo

Yangshuo - okolice
Close

Yangshuo – okolice

Yangshuo - i jeszcze jeden
Close

Yangshuo – i jeszcze jeden

Yangshuo - okolice
Close

Yangshuo – okolice

 

więcej zdjęć

Widzieliśmy pola ryżowe, małe wioseczki, woły wodne z bliska, pola z bawełną, drzewa z pomarańczami i z pomelo. Upał oczywiście nadal był ogromny – ale nie dokuczał już tak jak pierwszego dnia.

Wieczorem jedziemy do Guilin, a tam wsiadamy na pociąg sypialny do Shenzhen. Tym razem bez przygód w pociągu – wsiadamy i zaraz zasypiamy. Czeka nas znowu ok 11-12h w pociągu. Niestety nie mamy rezerwacji hotelu w Shenzhen – wiec znowu czeka nas poszukiwanie na początek.

WYDATKI YANGSHUO:

(1Y = 0,4zł)
– pokój w Senior Leader Hostel 100Y za pokój
– pokój 2 osobowy Hotel Nana 280Y za pokój
pokój 3 osobowy w Nana hotel 150Y – bez łazienki
– pokój 2 osobowy Hotel Creek View 179 – 139 Y
– pocztówki 10szt 5-6Y (Krzyś kupił za 3Y)
– wycieczka na tarasy ryżowe 145Y
– skuter elektryczny na cały dzień (z hotelu) 40Y
– bilet do Guilin 15Y

Jedzenie:
– śniadanie w hostelu dla 2 osób z napojami 55Y
– Tofu z warzywami 15Y
– kaczka z warzywkami 28Y
– kurczak z orzeszkami 25Y
– piwo 10Y
– sok z ogórka 15Y
– śniadanie w zestawie- jajecznica, tosty, napój, kawa 25Y
– woda w markecie 1,5l 2,5Y
– shake bananowy 10Y
– mohito 20Y
– bułeczki słodkie w piekarni 3Y (podobne jak w Pekinie, ale tam za 6Y)
– cola 1l 4,5Y
– kawa w KFC 6,5Y

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

1 komentarz

Ewa 3 lutego 2010 - 22:51

Super! Wszystko – od początku do końca – serdecznie dziękuję za tę relację i mnóstwo zdjęć.
Czekam na ciąg dalszy z wielką niecierpliwością.
Pozdrawiam gorąco.

Odpowiedx

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci