Home PodróżeChorwacja Chorwackie żeglowanie 2010

Chorwackie żeglowanie 2010

by Kasia

Mam wrażenie że Chorwacja jest w stanie zauroczyć każdego. Jest tu cudownie czyste morze z bogactwem kolorowych rybek i innych stworzeń, śliczne zatoczki z turkusową wodą i wspaniałe zabytki pamiętające czasy starożytnego Rzymu. Nie sposób nie wspomnieć też o pysznym jedzeniu i winie.


Pierwszy raz odwiedziliśmy Chorwację w 2007 roku. Zaraz po powrocie zaczęła w nas kiełkować chorwacka choroba… główne objawy to chęć powrotu choć na kilka dni w roku. Niestety musieliśmy czekać aż do 2010 – ale było warto, bo tym razem poznaliśmy Chorwację od strony morza!

Mliet - gdzie po winko?

Close

Mliet – gdzie po winko?

Nienawidzę suszonych - świeże są anielsko dobre

Close

Nienawidzę suszonych – świeże są anielsko dobre

Drzewo figowe - Primosten

Close

Drzewo figowe – Primosten

Vrboska

Close

Vrboska

 
 
 
 
plon wyjazdu... trochę straciliśmy kontrole... ;)

Close

plon wyjazdu… trochę straciliśmy kontrole… ;)

 


Dawno temu, pływając po Mazurach marzyło się nam kiedyś popływać po morzu! A już szczytem wtedy nieosiągalnym były fantastyczne łódki które oglądaliśmy w folderach… miały nawet zamykane kajuty i łazienki!
I tak oto dzięki Ani i Darkowi, którzy zaprosili nas na ich rodzinny wyjazd, w październiku 2010 roku znaleźliśmy się na takiej właśnie łódce – Oceanis 411, 4 zamykane kajuty, kuchnia z piekarnikiem (!!), dwie toalety z prysznicami, wszystkie sprzęty nawigacyjne, fantastyczny kapitan Maciek i 9 osobowa załoga.

Mamy już łódeczkę Oceanis 411 - M&M

Close

Mamy już łódeczkę Oceanis 411 – M&M

Widok na Split z mariny

Close

Widok na Split z mariny

Marina w Splicie

Close

Marina w Splicie

Split - ostatni rzut oka z łódki i płyniemy na północ

Close

Split – ostatni rzut oka z łódki i płyniemy na północ

 

A i żeby nie było wątpliwości – TO NIE BYŁA NASZA PODRÓŻ POŚLUBNA! – ten wyjazd był zaplanowany dużo wcześniej niż data ślubu. ;)

Do Splitu, gdzie czekała na nas łódka, dotarliśmy ok. godziny 12 w sobotę (z Krakowa wyjechaliśmy ok. 21 w piątek). Jechaliśmy przez Słowację i Węgry – koszt miesięcznych winietek na oba kraje to w sumie 30€. Przy okazji: z Krakowa jechaliśmy na Bratysławę i Budapeszt – 100km krótsza jest trasa przez Wiedeń i Graz, ale w Austrii trzeba kupić winietkę tak samo jak na Węgrzech, no i dochodzi koszt autostrad w Słowenii, tak więc koszty będą podobne.

Split poznaliśmy już w 2007 roku. Tym razem nie było więc ciśnienia żeby zwiedzać. Mogliśmy nie śpiesząc się pospacerować wieczorem po uliczkach starego miasta. Dla mnie ma ono niesamowicie magnetyczny urok dzięki Pałacowi Dioklecjana. Kiedyś ogromna budowla – dziś wchłonięta przez miasto.

Split - Pałac Dioklecjana

Close

Split – Pałac Dioklecjana

Split - wieża katedry

Close

Split – wieża katedry

 

Niegdysiejsze pałacowe korytarze są dziś uliczkami starego miasta. W Splicie, tak jak w większości starych chorwackich miast mamy domy i ulice zbudowane z fantastycznego chorwackiego kamienia. Tysiące przechodniów codziennie poleruje swoimi stopami te kamienie powodując, że chodniki lśnią jak wypastowane.

Niedziela rano – wypływamy! Jeszcze rzut oka na Split od strony morza i wyruszamy na północ – cel na najbliższe dni to Trogir, Skradin i Szybenik.

Trogir zapamiętaliśmy jako urocze stare miasteczko na wyspie. Drugie spojrzenie nie rozczarowało. Przypływając do Trogiru łódką można zatrzymać się w marinie na wyspie Ciovo z widokiem na promenadę i stare miasto.

Trogir - marina

Close

Trogir – marina

 
Trogir - szybkie jedzenie - ale miejscowe - cevapcici i pieczona na miejscu bułeczka

Close

Trogir – szybkie jedzenie – ale miejscowe – cevapcici i pieczona na miejscu bułeczka

 

Z zabytków polecam zobaczyć katedrę z fantastycznym portalem, fort i kilka uroczych kościołów. Warto też odwiedzić targ z warzywami – tuż za Bramą Północną, za mostem.

Cel na poniedziałek to Skradin, czyli wrota do rezerwatu wodospadów na rzece Krka. Pogoda po drodze nie była zbyt łaskawa – padało i mocno wiało (płynęliśmy w porywach 6-6,5 węzła).

Były przechyły! Dla mnie oznaczało to spędzenie całego dnia na pokładzie – czy mi się deszcz podoba, czy nie – bo pod pokładem czekała na mnie choroba morska. Pozostało zatem zaprzyjaźnić się z deszczem i wiatrem. Ach, no i tego dnia pierwszy raz widzieliśmy delfiny!! :)

Do Skradina – uroczego miasteczka ze spora mariną, przypłynęliśmy już po zachodzie słońca. Po drodze przepływaliśmy pod ogromnymi mostami (bez składania masztu oczywiście – to nie Mazury! ;)) i mijaliśmy fantastyczne skały!

Kto późno przypływa… cóż, w marinie nie było już miejsc! Na szczęście pan w marinie zgodził się, żeby wyjątkowo zacumować pomiędzy wielkimi luksusowymi jachtami. Przy tych grubasach nasze jachcisko wyglądało jak łupinka :)

Skradin - stoimy wśród gigantów ;)

Close

Skradin – stoimy wśród gigantów ;)

Skradin

Close

Skradin

Skradin - kołatka

Close

Skradin – kołatka

Skradin

Close

Skradin

Skradin

Close

Skradin

Skradin - po wizycie w piekarni

Close

Skradin – po wizycie w piekarni

 

Skradin to małe miasteczko – nie ma tu może spektakularnych zabytków ale jest uroczy klimat… no i piekarnia ze świeżo pieczonymi ciastkami! Mniam.

Ci co będą tu pierwszy raz – koniecznie muszą popłynąć zobaczyć wodospady na rzece Krka. Ze Skradinu odpływają od 8 rano co godzinę stateczki zabierające turystów.

Ze Skradina popłynęliśmy do Szybenika. Tutaj zatrzymaliśmy się na kilka godzin. Wystarczyło żeby pospacerować po wąskich uliczkach, stromo pnących się do góry ku Twierdzy św. Anny.

Szybenik - widok na katedrę z morza

Close

Szybenik – widok na katedrę z morza

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

 
Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

 

W Szybeniku niezmiennie zachwyca mnie katedra św. Jakuba. Ciekawostką jest to, że zdolni budowniczowie postawili ja z kamienia, bez używania spoiwa – to technika słynnego Juraja Dalmatinaca! Katedra niestety ucierpiała w czasie wojny, a współcześni architekci nie potrafili odtworzyć tej techniki i użyli cementu…

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

 
Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

Szybenik

Close

Szybenik

 

Tym razem udało się nam wejść do katedry. Naprawdę warto.

Noc z wtorku na środę mieliśmy zaplanowanie spędzić w porcie Kremik, niedaleko Primorstenu. Żeby tam dotrzeć z Szybenika musieliśmy płynąć na silniku – niestety na morzu nie zawsze pływa się na żaglach…

Pechowa pogoda nie opuściła nas też następnego dnia. W środę mieliśmy w planach dotrzeć do Korculi. Co ciekawe – wiało, ale niestety trochę za mocno i nie w ta stronę co trzeba! Na początku było jeszcze ciekawie – słońce, ogromne fale i przechyły! (oczywiście się nie bałam, ale dopiero po tym jak kapitan powiedział, że łódka balastowa nawet jak się położy na płasko, to i tak wstanie – nie to co na Mazurach). Zachwycająco wyglądały też mewy biegające po grzbietach fal! Przestało być przyjemnie kiedy fale zaczęły być coraz większe (2-3m) i zaczęły się przelewać przez pokład i kokpit. Uwierzcie mi – siedzieć przemoczona słoną wodą to średnia przyjemność. Wiało tak, że sunęliśmy z zawrotną prędkością 7. węzłów! ;))

trochę przechyla

Close

trochę przechyla

Kremik - rezydent w marinie

Close

Kremik – rezydent w marinie

 

Po 4h morderczego halsowania, w czasie którego w linii prostej przepłynęliśmy może 1-2 mile, a część załogi zrobiła się zielona, postanowiliśmy zawrócić… 40min. później byliśmy znów w Kremiku, a tam sielanka – osłonięty od wiatru, piękna pogoda i słońce. Na szczęście dobrze wykorzystaliśmy czas – pojechaliśmy zwiedzić Primorsten.

Primorsten często pojawia się w folderach biur podróży. Miasto położone jest na wyspie połączonej ze stałym lądem usypaną groblą. Z góry wygląda jak wielki rondel – z górującym na środku kościołem.

Primosten

Close

Primosten

Primosten

Close

Primosten

Primosten

Close

Primosten

Primosten

Close

Primosten

Primosten - marina

Close

Primosten – marina

Primosten

Close

Primosten

 

Miasteczko jest naprawdę urocze – plątanina wąskich uliczek w większości prowadzących w najwyższe miejsce na półwyspie, gdzie stoi kościół św. Jerzego. Dodatkowym smaczkiem jest to, że od mieszkańców można kupić domowe wino, oliwę i rakije. Więcej zachwytów polecam przeczytać na blogu Gosi! Z portu można do miasteczka pojechać busikiem (co 15-20 min.).

W czwartek – poranek w porcie Kremik. Do wielu przyjemnych rzeczy które można robić w Chorwacji należy też karmienie rybek w porcie. Wszyscy którzy byli wiedza, że woda w chorwackich portach jest niezwykle czysta i zawsze widać tam ławice kolorowych rybek.

Kremik - poranne karmienie rybek

Close

Kremik – poranne karmienie rybek

 

Wypływamy! Tym razem Neptun był łaskawy – dobrze wiało i w odpowiednia stronę. Do tego jeszcze piękne słońce i cały dzień na żaglach.

Na noc dopłynęliśmy do portu Palmizana na wyspie Święty Klemens – zaraz przy wyspie Hvar.
To był najbardziej zielony port w jakim staliśmy – otoczony sosnowym lasem, a przy alejkach aloesy i opuncje. Niestety żeby dostać się na Hvar trzeba było wydać 100 kun na taksówkę wodną… Drugi minus portu to brak bezpłatnego WiFi – apropos: w większości marin jest cała masa hotspotów, praktycznie wszystkie są płatne (najczęściej SMSem kupuje się dostęp na kilka godzin), i prawie wszystkie pozwalają na dostęp bez płacenia do stron z szyfrowanym połączeniem (czyli adres 'z kłódeczką', zaczynający się od https://). Czyli otworem stoją strony banków, Gmail, itp.

Następny dzień – piątek, to niestety deszcz, kiepski wiatr i pływanie na silniku… mimo to popołudniu udało się nam dopłynąć do Korculi. Już z morza miasto Korcula zachwyca.

Port jest zaraz przy starym mieście i z łódki mieliśmy super widok na miasteczko, które późnym popołudniem poszliśmy zobaczyć. Na niewielkiej powierzchni jest praktycznie wszystko – piękna katedra, wąskie i strome uliczki, mury miejskie z malowniczymi basztami.

 
Korcula

Close

Korcula

Korcula - dom Marco Polo

Close

Korcula – dom Marco Polo

Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

 
Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

Korcula - w winiarni

Close

Korcula – w winiarni

Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

Korcula

Close

Korcula

 

A dla ciała – piekarnie i konoby z doskonałym domowym winem. Tutaj spróbowaliśmy winka Posip i Rukatac.
Korcula zachwyca w deszczowy dzień – ale całe jej piękno widać gdy świeci słońce. W sobotę wczesnym rankiem pobiegliśmy zobaczyć jeszcze raz miasteczko – tym razem w promieniach wschodzącego słońca. Do tego jeszcze pyszne świeże bułeczki z piekarni i mamy pełnie szczęścia!

Będąc w Korculi nie sposób nie wiedzieć że urodził się tu Marco Polo – na każdym kroku witają nas sklepiki z pamiątkami i koszulkami.

Nauczeni pokory przez wiatr i morze byliśmy już bardzo ostrożni w planowaniu gdzie też uda się nam dotrzeć na noc. Tym razem przed nami było naprawdę wiele mil do przepłynięcia (ponad 40).

Na trasie Korcula – Dubrownik zaplanowaliśmy więc awaryjny nocleg na wyspie Mliet. A tu niespodzianka! Tak dobrze wiało, że późnym wieczorem udało się nam dopłynąć do mariny pod Dubrownikiem! Czasem morze zaskakuje jednak pozytywnie ;)

W 2007 roku nie udało się nam dojechać do Dubrownika – nasze eksplorowanie Chorwacji zakończyliśmy w Splicie. Tym razem Dubrownik był jak wisienka na torcie – upragniony i wyczekiwany. Marina jest dość oddalona od miasta – można się tam jednak łatwo dostać autobusami (A1 i B1 – 20kun). Tym razem chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej – więc zaraz rano wyruszyliśmy na wycieczkę.

Dubrownik - św. Błażej

Close

Dubrownik – św. Błażej

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - w słońcu zdecydowanie lepiej

Close

Dubrownik – w słońcu zdecydowanie lepiej

 
Dubrownik - piękny portal w klasztorze Franciszkanów

Close

Dubrownik – piękny portal w klasztorze Franciszkanów

Dubrownik - Wielka Fontanna Onufrego

Close

Dubrownik – Wielka Fontanna Onufrego

Dubrownik - dziedziniec Klasztoru Franciszkanów

Close

Dubrownik – dziedziniec Klasztoru Franciszkanów

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - mur klasztoru Franciszkanów

Close

Dubrownik – mur klasztoru Franciszkanów

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

Miasto naprawdę zachwyca! Dubrownik jest otoczony fantastycznie zachowanymi murami miejskimi. Nasz autobus zatrzymał się przy bramie Pilie – na której stoi figura patrona miasta św. Błażeja. Jeszcze wielokrotnie będziemy spotykać w różnych miejscach wizerunki tego charakterystycznego świętego, trzymającego w rękach makietę miasta (jest ich kilkaset). Zaraz za bramą wita nas następna charakterystyczna budowla – Wielka Studnia Onofria. Obok jest Klasztor Franciszkanów z prawdopodobnie najstarszą apteką w Europie i z fantastycznym dziedzińcem!

O niesamowitych chodnikach w Chorwacji już pisałam. Ale w Dubrowniku główna ulica Placa lśni najpiękniej – niczym posadzka sali balowej!

Dubrownik - Placa

Close

Dubrownik – Placa

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

Idąc ulicą Placa po prawej stronie mamy uliczki łagodnie zbliżające się w stronę morza, natomiast po lewej strome schodki na wzgórze – oczywiście zaczęliśmy się wspinać.

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - wspinamy się

Close

Dubrownik – wspinamy się

Dubrownik - prawie jak koliber ;)

Close

Dubrownik – prawie jak koliber ;)

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 
Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

I tak dotarliśmy do kolejki, którą wyjechaliśmy na wzgórze nad miastem. Widok na Dubrownik był zachwycający! Stacja kolejki została niedawno odnowiona po zniszczeniach wojennych – obok znajduje się zniszczony fort napoleoński.

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 
Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

W czasie wojny jugosłowiańskiej (1991-1992) Dubrownik był przez osiem miesięcy oblegany i ostrzeliwany od strony morza i z lądu. Zniszczeniu uległo 68% zabudowy starego miasta. Po wojnie przy udziale UNESCO udało się wszystko odtworzyć, choć ślady wojny widać na każdym kroku (ślady po pociskach na budynkach, itp.).

W Dubrowniku warto zobaczyć kościół patrona miasta św. Błażeja i katedrę z poliptykiem Tycjana w nawie głównej. Przed kościołem św. Błażeja ciekawostka – figura rycerza Orlanda (jego ręka stanowiła wzorzec wielkości tzw. „łokieć dubrownicki”).

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - Kolumna Rolanda

Close

Dubrownik – Kolumna Rolanda

Dubrownik - Katedra z tryptykiem Tycjana

Close

Dubrownik – Katedra z tryptykiem Tycjana

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - Pałac Rektorów

Close

Dubrownik – Pałac Rektorów

Dubrownik - Pałac Rektorów

Close

Dubrownik – Pałac Rektorów

 
Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - Pałac Sponza

Close

Dubrownik – Pałac Sponza

Dubrownik - św. Błażej

Close

Dubrownik – św. Błażej

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik - Katedra

Close

Dubrownik – Katedra

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

Dubrownik – jak każde chorwackie miasto pełne jest przytulnych knajpek i restauracji. My odnaleźliśmy jedną dla siebie – Pub Liberia jest schowany w jednej z bocznych uliczek od Placa. Kawka i Prosek smakowały tam wybornie.

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

O plusach już dużo napisałam – minusem Dubrownika są ceny. Ceny które znamy z innych miast Chorwacji trzeba tutaj pomnożyć razy dwa. Dlatego też nie weszliśmy na mury miejskie (70kun) – ale od kapitana usłyszeliśmy jak to zrobić trochę taniej. Wystarczy kupić bilet do Muzeum Morskiego (40kun) – po zwiedzaniu wychodzi się wprost na mury miejskie. ;)

Musze przyznać, że taki jeden dzień intensywnego zwiedzania w tym dwutygodniowym lenistwie był mi potrzebny. Ale tylko jeden – przyjemnością było potem wrócić do wylegiwania się na łódce i bujania na falach. :)

W poniedziałek rano opuszczamy już Dubrownik. Ale nie sposób tego zrobić nie widząc murów miejskich od strony morza! Faktycznie miasto robi wrażenie.

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

Dubrownik

Close

Dubrownik

 

Z Dubrownika kierujemy się z powrotem na północ.

Tym razem na noc zatrzymaliśmy się na wyspie Mliet. Jest tu kilka sympatycznych zatoczek w których można cumować bezpłatnie. Ale też bez wody i prądu. Stanąć można albo na bojkach, albo przy pomostach które należą do okolicznych restauracji. Zwyczaj jest taki że potem idzie się do tej restauracji coś zjeść. Ceny… cóż, jak w Dubrowniku.

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

 
Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

 
Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

Zatoka na Wyspie Mliet - Okuklje

Close

Zatoka na Wyspie Mliet – Okuklje

 

Za to rano w pełni doceniliśmy urok takich miejsc – spokój, cisza, kryształowa woda. Widzieliśmy setki rybek, rozgwiazdy i ośmiornicę!

Po tej nocy chcieliśmy uzupełnić zapasy wody i jedzenia w Korculi. A tu niespodzianka – port pełny a wokół nas kilka jachtów jak my szukających miejsca. Nie mieliśmy więc wyboru – albo zrezygnować, albo… wykorzystać ponton! Minus tego był taki, że nie mieliśmy silnika – ale Darek z Michałem dzielnie wiosłowali i uratowali nas od śmierci głodowej ;).

Jeszcze w Krakowie załoga zaplanowała nocny rejs. Była więc ku temu okazja – rozpiska wacht tak wypadła, że najprzyjemniejsza ;) i najdłuższa cześć pływania przypadła mi i Markowi (od 24 – 4). Na szczęście dotrzymywał nam towarzystwa fantastyczny kapitan Maciek i herbatka z cytryną. W sumie pływało się całkiem miło – rozgwieżdżone niebo i delikatny wiaterek. Na tyle delikatny, że posuwaliśmy się dość ślamazarnie, ale było dzięki temu ciepło.

Środa przywitała nas słońcem i dobrym wiatrem. Fantastycznie się pływa jak jest tak w sam raz – i wiatr i słońce. Pływając w Chorwacji można czasem zobaczyć delfiny. Nam udało się trzy razy. Niesamowite wrażenie jak widzi się je z dość bliska wyskakujące ponad fale.
Wieczorem przypłynęliśmy do uroczego portu Vrboska na wyspie Hvar.
Vrboska jest naprawdę boska – są tu ładnie oświetlone kościoły i promenada nad zatoką. To obiecywało, że w dzień będzie jeszcze piękniej. Wczesnym rankiem pobiegliśmy więc na zdjęcia!

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska - kościół z XV wieku

Close

Vrboska – kościół z XV wieku

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska

Close

Vrboska

 
Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska - na promenadzie ;)

Close

Vrboska – na promenadzie ;)

Vrboska - a może tak rzucić to wszystko i zostać rybakiem?

Close

Vrboska – a może tak rzucić to wszystko i zostać rybakiem?

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska - winiarnia

Close

Vrboska – winiarnia

Vrboska

Close

Vrboska

 

Najbardziej charakterystyczną budowlą jest tutaj warowny kościół z XV w. Obok niego winiarnia z pysznym miejscowym winem. Nad zatoką są urocze domki, piekarnie i sklepiki. Można tu też kupić domowe wyroby – lawendę i olejki. I ciekawostka na koniec – na środku zatoki jest wysepka a na niej palma. Klimat miasteczka to takie nieodkryte jeszcze dla milionerów Portofino. Śpieszcie się wiec je zobaczyć, nim zaczną tu cumować jachty z lądowiskami dla helikopterów.

Rano w czwartek kierujemy się na wyspę Brać. Jest tu słynna plaża Złoty Róg. Niestety zapomniałam żeby w jej pobliże popłynąć. Trochę żałowałam… na szczęście już w Krakowie zobaczyłam zdjęcia znajomej Ani – i wierzcie mi, od strony morza spektakularnie ona nie wygląda. Żeby docenić i zachwycić się najsłynniejszą plaża w Chorwacji trzeba ją zobaczyć z góry.

Na Brac zawitaliśmy dzięki Gosi – która w tym samym czasie żeglowała po Chorwacji. Niestety nie udało się nam spotkać. Za to zatrzymaliśmy się w uroczej zatoce Blaca gdzie zaczynał się szlak do Klasztoru – Pustelni Blaca. Spacerek był fantastyczny! Po całych dniach spędzonych na łódce miłą odmianą było się powspinać po krętych szlakach między skałami. Niestety klasztor był zamknięty – remont. Na szczęście uratował nas pan ze sklepu z pamiątkami… nie pamiątkami oczywiście tylko zimnym piwkiem. :))
Nabraliśmy nowych sił i mogliśmy wracać na łódkę.

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac - jeżowiec

Close

Wyspa Brac – jeżowiec

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac - klasztor Blaca

Close

Wyspa Brac – klasztor Blaca

 
Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac - klasztor Blaca

Close

Wyspa Brac – klasztor Blaca

Wyspa Brac - klasztor Blaca

Close

Wyspa Brac – klasztor Blaca

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

 

Przed odpłynięciem zaopatrzyliśmy się jeszcze w kamienie z wyspy Brać. Według legendy każda rodzina która ma kamień z tej wyspy, jest rodziną pełną miłości.

Wydawało mi się, że w tym rejsie mam już swój ulubiony port i miasteczko. Jednak na równi z urokiem Vrboskiej mogę postawić uroczą Milną na wyspie Brac. To był nas ostatni nocleg przed powrotem do Splitu.
Milna położona jest w cichej zatoce, a w samym jej centrum jest marina. Fantastycznie jest być w portach z pięknym widokiem na urocze miasteczka chorwackie! Wzdłuż zatoki ciągną się urocze domki, konoby, piekarnie i sklepy z pamiątkami. Wieczorem bardzo malowniczo wyglądały wieże kościoła na tle różowego nieba.

Tutaj też zaopatrzyliśmy się po raz kolejny w domowe wino. Pan miał też własną przepyszną oliwę i robione mydełka.

W piątek chcieliśmy się jeszcze jak najwięcej nacieszyć Chorwacją – spacerek po Milnej, pyszne ciastka z piekarni. Potem dla chętnych pływanie w zatoce :). Ostatni przystanek – Split.
Tym razem wyruszyliśmy w miasto późno – na światełka. Wieczór też zakończyliśmy w konobie z pysznym jedzeniem i winkiem. Ja jadłam moje ulubione (nie gumiaste) kalmary, a Mareczek rybki.

Split - pałac Dioklecjana

Close

Split – pałac Dioklecjana

Split - Katedra

Close

Split – Katedra

 

Piękna jest Chorwacja od strony morza. Można tym sposobem znacznie więcej zobaczyć niż będąc skazanym na samochód i promy.

PORTY
Split – miejsce czarteru naszej łódeczki. Odległość do starego miasta – spacerkiem wzdłuż zatoki. Łazienki ok – ale mało pryszniców. W marinie sklepik.

Trogir – marina zaraz na przeciwko starego miasta (trzeba przejść przez most). Zaraz przy starówce można cumować – bez prądu i wody, a prysznice daleko w marinie. Łazienki ok i duże. Opłaty: 66 €.

Skradin – wrota do parku narodowego na rzece Krka. Zaraz przy uroczym miasteczku. Blisko winiarnie i piekarnie. Dość rozległa marina – mało pryszniców. W nocy dodatkowo bezpłatny przy parkingu, zaraz na tyłach kościoła. Opłaty: 320 Kun.

Szybenik – cumowanie zaraz przy starym mieście. Bez toalet i prądu. Przy dużym wietrze trudno przybić. Opłaty: 150 Kun za 3h.

Primosten – zaraz przy uroczym miasteczku, dość mały, toalety na nabrzeżu.

Kremik – bardzo duży port. Super łazienki i dużo, sklepik. Do Primosten busik co 15 min (z przerwą po południu od 15-17!) – 20 Kun w obie strony. Opłaty: 330 Kun.

Palmiżana – na wyspie Sweti Klement zaraz przy wyspie Hvar. Duży port i bardzo zielony – kaktusy i aloesy. Wysokie betonowe pomosty. Łazienki ok i duże. Bez sieci. Wodne taxi na Hvar – 100 Kun. Opłaty: 500 Kun.

Korcula – marina z widokiem na stare miasto. Bardzo ładny port – łazienki i prysznice nowiutkie (bardzo czyste). Uwaga na „gejzery” na zewnętrznym pomoście przy większej fali. Opłaty: 550 Kun.

Dubrownik – bardzo duża marina, daleko od miasta. Ładne i duże łazienki, basen, restauracje, sklepy i ciekawy park przy pałacu. Do Dubrownika autobusy A1 i B1 – 20 Kun w jedną stronę. Opłaty 95 €.

Wyspa Mliet – zatoka Okuklje. Bez wody i prądu. Można przybić do prowizorycznych pomostów lub stać na bojkach. Bezpłatnie – ale mile widziana wizyta w restauracji należącej do właściciela pomostu. Niestety ceny w restauracjach porównywalne, lub większe od tych w Dubrowniku.

Vrboska – zdecydowanie jedna z najmilszych marin. Zaraz przy uroczym, rybackim miasteczku. Toalety i prysznice ok. W miasteczku ciekawy obronny kościół, sklepy i piekarnie nad kanałem. Rano można kupić świeże rybki z nocnego połowu. :) Można też kupić domowe wino, oliwę i lawendę. Opłaty 470 Kun.

Milna – urocza marina przy ślicznym miasteczku. Bardzo duże łazienki. W miasteczku piekarnie i sklepiki z pamiątkami. Opłaty 470 Kun.

Vrboska

Close

Vrboska

Vrboska - światełka

Close

Vrboska – światełka

Split - pałac Dioklecjana

Close

Split – pałac Dioklecjana

Wyspa Brac

Close

Wyspa Brac

 

więcej zdjęć

Informacje praktyczne
– Jechaliśmy przez Słowację i Węgry – koszt miesięcznych winietek na oba kraje to w sumie 30€. Przy okazji: z Krakowa jechaliśmy na Bratysławę i Budapeszt – 100km krótsza jest trasa przez Wiedeń i Graz, ale w Austrii trzeba kupić winietkę tak samo jak na Węgrzech, no i dochodzi koszt autostrad w Słowenii, tak więc koszty będą podobne. Różnica w czasie przejazdu wg wyliczeń nawigacji, to 30 minut na korzyść Grazu.
– Czarter łódki – jeszcze w listopadzie 2009, z 25% zniżki za 'first minute', koszt ok. 3300€, kaucja zwrotna 1600€, sprzątanie po rejsie 100€ (opłata obowiązkowa, nie ma opcji 'sami posprzątamy').
– Koniecznie na łódce rozpisać wachty – po doświadczeniach Gosi wiemy że jest to jednak niezbędne.
– W większości marin jest cała masa hotspotów, praktycznie wszystkie są płatne (najczęściej SMSem kupuje się dostęp na kilka godzin), i prawie wszystkie pozwalają na dostęp bez płacenia do stron z szyfrowanym połączeniem (czyli adres ‘z kłódeczką’, zaczynający się od http://). Czyli otworem stoją strony banków, Gmail, itp.

To też może Cię zainteresować

3 komentarze

Aga 30 października 2010 - 7:56

Kochani, czuje się po przeczytaniu jakbym tam była z Wami :)

Odpowiedx
Gosia 30 października 2010 - 18:33

Fajnie było w końcu zobaczyć wasze zdjęcia, są super a Lweitujący i fruwający Marek na co poniektórych mnie wprawił w stan osłupienie:)) Fajna relacja. Dzięki tez za reklamę mojego blogu :)). Mam nadzieję, że kolejny rejs odbędziemy już razem. Pozdrawaim

Odpowiedx
Kasia 2 listopada 2010 - 18:58

Hej! Dziękujemy za komentarze! Oczywiście trzymam kciuki za wspólny rejs! Ahoj! ;)

Odpowiedx

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci