Wreszcie zaczynamy naszą przygodę w Gruzji! Przed nami 10 dni na przełomie kwietnia i maja – przed wylotem było już jasne, że nie ma szans zrealizować wszystkiego co sobie wymarzyliśmy. Jak zawsze w takim przypadku najlepsze co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że uda się zobaczyć najfajniejsze miejsca, a jeśli coś zostanie, to będzie okazja żeby tu jeszcze wrócić. :)
P1470989


Komfortowe domki na skraju roztoczańskiego lasu, w cichej i spokojnej okolicy pośrodku Roztocza. Idealne do aktywnego wypoczynku lub błogiego lenistwa... :)

Zobacz, zachwyć się, zarezerwuj!


Niestety po naszych wyczynach z rozpoczęciem lotu kolejna niespodzianka czekała nas przy wsiadaniu do samolotu.
Teoretycznie nic nas nie powinno zaskoczyć. Miejsca w samolocie mieliśmy wybrane przy zakupie biletów. Jakież jednak było nasze zaskoczenie, gdy po kontroli bezpieczeństwa okazało się, że miejsca na biletach mamy, ale zupełnie inne niż sami wybieraliśmy i oddalone od siebie o 12 rzędów. Niestety nie mogliśmy już wrócić do figlarnej pani, która nam z premedytacja machała przed oczami biletami, by powiedzieć co o niej myślimy. Po interwencji okazało się, że tylko przy bramce mogą nam to zmienić.

Okazało się, że system do rezerwacji przez internet nie wie tego, co wiedzą pracownicy na lotnisku: w Embraerze z dzieckiem na kolanach można siedzieć tylko po prawej stronie, bo są tam 3 maski tlenowe (a po lewej tylko dwie). To zrozumiałe, nie ma problemu… ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby rodzinie z małym dzieckiem przyznać osobno miejsca? Tym bardziej, że wolne miejsca były, a dodatkowo odprawialiśmy się jako jedni z pierwszych… Na szczęście udało się zamienić i siedzieliśmy razem.

W Tbilisi wylądowaliśmy 4 rano o czyli o 2 czasu polskiego. W Gruzji przestawiamy zegarki o 2
godziny w stosunku do naszego czasu letniego.
Pan z wypożyczalni Carrent.ge już na nas czekał wraz z Mitsubishi Pajero IO. Po Toyocie, którą mieliśmy w Omanie, ten samochód wydawał się dość mały. Jednak potem okazało się, że spokojnie się w nim zmieściliśmy – 4 osoby dorosłe + dziecko i bagaże.
GOPR8208
Po formalnościach z właścicielem i zapoznaniu się z autem ruszamy do miasta. I tu następna niespodzianka – nasza nawigacja mapę ma, trasę wyznacza, ale nie nawiguje… Trochę na czuja docieramy do Asi i Pawła – naszych do tej chwili jedynie wirtualnych znajomych. Jest dość wcześnie, ok. 6 rano, nie mamy więc jeszcze okazji zobaczyć szalejących podobno na ulicach stolicy gruzińskich kierowców. Za to policji na sygnale sporo… potem się okazuje, że zawsze mają włączone te kolorowe światełka. Najwyraźniej daje to jakieś bonusy do prędkości… podobnie jak opona na dachu, o czym jeszcze napiszemy. ;)

Asia i Paweł czekają na nas z gruzińskim śniadaniem – chaczapuri z serem i pysznym nadzieniem z fasoli, sery, pomidory i ogórki, które smakują jak nigdzie indziej. :)
A swoją drogą, to ciekawe poznać wreszcie na żywo kogoś, kogo znaliśmy do tej pory tylko wirtualnie!

Plan na dziś – wycieczka do Stepancminda (dawniej Kazbegi). Zdecydowaliśmy się na wyjazd jednodniowy, ponieważ prognozy straszyły deszczem. Faktycznie po drodze chmury zasłaniały widoki i czasem padało.
IMG_6222
Na trasie mamy twierdzę Ananuri – ale zatrzymujemy się tylko na zdjęcie.
IMG_6184
Pamiętam, że przed wyjazdem oglądałam zdjęcia z Gruzińskiej Drogi Wojennej i z przerażeniem patrzyłam jak dziurawa droga nas czeka. Dobra wiadomość jest taka, że cała trasa jest po remoncie.

Wspinamy się mozolnie na Przełęcz Krzyżową (2379 m n.p.m.) a temperatura spada do 3 stopni! Najbardziej znany punkt widokowy jest cały w chmurach…
IMG_6196

IMG_6201
Na trasie mamy też ciekawe różowe skały – coś jak w Pammukale, w Turcji. Tutaj też pogoda jest taka, że wyskakuje tylko jeden ochotnik żeby zrobić zdjęcie…
IMG_6210
Na szczęście gdy dojeżdżamy do Stepancminda (1 750 m n.p.m) zaczyna świecić słońce i jest całkiem ciepło – ok 10 stopni.
Drogę do kościoła Cminda Sameba (z XIV wieku.) nie jest trudno znaleźć. W wiosce są strzałki. Jednak trasa jest naprawdę wymagająca – mozolnie wspinamy się na wysokość 2170 m n.p.m. Mniej więcej w połowie doły z wodą i błotem zrobiły się tak duże, że nabraliśmy sporych wątpliwości czy pchać się dalej. Na szczęście trafił się pomocnik: jeden z miejscowych kierowców, który dojechał za nami. Zamieniliśmy się miejscami i jadąc po jego śladzie dotarliśmy na szczyt, a tam… facet wysiadł podszedł do Marka, uścisnął dłoń i z uznaniem rzucił „Maładiec!”.

Tu zdecydowanie samochód 4×4… Jest też oczywiście trasa na podejście pieszo – ale to zajmuje ok. dwie godziny.
IMG_6235

IMG_6237

IMG_6318
Widoki są oszałamiające.
IMG_6259

IMG_6271

IMG_6309

IMG_6343

IMG_6370

P1470997

P1480004
W kościele kobiety muszą mieć zasłonięte włosy i spódnice – zaraz za bramą można się odpowiednio przebrać – są chustki i spódnice.
GOPR8220

IMG_6385

IMG_6396

IMG_6408

IMG_6414

IMG_6417

P1480028

P1480035
W planach mieliśmy spacerek grzbietem pagórków w stronę lodowca, żeby popatrzeć na kościół z góry. Niestety mamy mało czasu i strasznie wieje.
Pogoda w miarę się poprawiła – niestety Kazbek swoje oblicze pokazuje nam tylko na chwilkę i znowu zasłania się chmurami…
IMG_6427
W drodze powrotnej punkt widokowy znowu cały w chmurach. Za to twierdza Ananuri w słońcu.
P1480096
Jest tam też masa straganów z rękodziełem – laleczki, czapki, kolorowe skarpety, filcowe czapki i pantofle. Są też psy. Właściwie spotkacie je wszędzie w Gruzji. My trafialiśmy na takie przyjazne. Ale w przewodnikach jest masę ostrzeżeń jak się od nich opędzić w razie ataku. :)

W wiosce przed Tbilisi zajeżdżamy do myjni w ogródku przy domku. Pucowanie samochodu z błocka to jedyne 5 lari. (ok. 9 zł).

Jak na pierwszy dzień po nieprzespanej nocy to było naprawdę dużo wrażeń. Jutro spokojniej – zwiedzamy Tbilisi.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

10 komentarzy

Monika 14 maja 2014 - 10:02

Zazdroszczę ogromnie widoków. Dla mnie był to jeden z moich 'must-see’, ale… zobaczyłam głównie mgłę :)

Odpowiedx
Kasia 14 maja 2014 - 14:40

No pięknie… A ja załamana jestem, że słabą widoczność mieliśmy ;) No to trochę mnie pocieszyłaś… Nie zmienia to faktu, że i tak jeszcze raz tam chcemy – zdjęcie z błękitnym niebem musi być! :)) Pozdrawiam

Odpowiedx
JaponiaBliżej 14 maja 2014 - 10:31

Pięknie tam! Oby i mnie się udało w przyszłym roku tam trafić. :)

Odpowiedx
Ania 14 maja 2014 - 22:12

Ehhh… cudowne znajome miejsca! Na pewno jeszcze kiedyś odwiedzimy Gruzję :) A ta twierdza to nie czasem Ananuri a nie Anuari? ;)

Odpowiedx
Kasia 14 maja 2014 - 22:21

Hej Aniu! Dziękuje za wyłapanie błędu! Pozdrawiam!

Odpowiedx
Magda 14 maja 2014 - 22:45

Świetnie zdjęcia. Napatrzeć się nie można. Popularna ta Gruzja ostatnio :)

Odpowiedx
Sylwia 1 czerwca 2014 - 21:47

Cudownie – marzy mi się podróż tam. Trekking w takich okolicznościach przyrody (z dodatkiem Gruzińskiej architektury) – cudo :) W ogóle Gruzińskie góry są na mojej liście 'must see’ :D Może kiedyś… ;)

Odpowiedx
gjirokaster 23 listopada 2014 - 13:14

Witajcie! Naprawdę świetne zdjęcia. Jedziemy tam w czerwcu 2015. Myślałem, że pogoda trochę cieplejsza!
Chcemy jechać marszrutkami, żeby poczuć klimat, i pójść do Cminda Sameba piechotą; co o tym myślicie? Będziemy nocować na miejscu, w Kazbegi. Czy ewentualnie możliwy jest kontakt z Waszymi przyjaciółmi Asią i Tomkiem: jakiś e-mail, skype, viber, telefon. Chętnie skorzystamy z ich rad i doświadczenia. Jedziemy na 20 dni i chcemy je wykorzystać do maksimum. Serdecznie pozdrawiamy. Nadia i Leszek

Odpowiedx
Marek 4 grudnia 2014 - 21:21

Przepraszam, że z takim opóźnieniem odpowiadamy, ale włóczymy się właśnie po Azji i jakoś nam umknął Wasz komentarz. W Gruzji byliśmy z Asią i Pawłem: http://wedrowni.ufale.pl/ oraz z Pauliną i Michałem: https://addicted2travelblog.wordpress.com/

Pogoda w czerwcu na pewno będzie cieplejsza, bo my byliśmy tam w kwietniu. Marszrutki spoko… my z wielu powodów woleliśmy jednak własny transport. ;)

Odpowiedx
Leona 30 marca 2015 - 23:25

Początek trasy – od wylądowania ten sam. I jak się okazuje – takim samym samochodem w identycznej konfiguracji 4+1 ;-)

Odpowiedx

Pozostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci