Plan był prosty: w ciągu jednego dnia dostać się z Achalciche jak najbliżej Mestii, zwiedzając po drodze jak najwięcej ciekawych miejsc. Był klasztor Sapara, była twierdza Rabati w Achalciche, a na koniec krótki odpoczynek w uzdrowiskowym Bordżomi.
P1480763


Bordżomi to miasto-uzdrowisko, którego chlorkowo-wodorowo-węglanowo-sodowo-wapniowe wody mineralne słyną z leczniczego wpływu na drogi żółciowe i choroby przewodu pokarmowego.

Pierwsze wrażenie było takie sobie – spodziewaliśmy się miasteczka uzdrowiskowego w stylu naszej Krynicy, a było jak za Gierka. Pokręciliśmy się w okolicach dawnego dworca i mostu. Nasz przewodnik polecał restaurację Cafe Turisto. Miło, dobre jedzenie ale gdyby była okazja jeszcze się tu pojawić, to poszukamy czegoś innego.
IMG_7508

IMG_7497

IMG_7500
Niestety nie mamy zbyt wiele czasu, żeby zobaczyć park zdrojowy. Jest w nim źródło wody pod ażurową kopułą, kolejka na wzgórze (czynna w sezonie) i baseny kąpielowe z ciepłą wodą mineralną.
Dobrze jednak, że postanowiliśmy znaleźć źródło z miejscową wodą mineralną – dzięki temu trafiliśmy na bardziej cukierkową uliczkę prowadzącą właśnie do parku zdrojowego. Część uroczych domków była tyle co odnowiona, inne były budowane. Oczywiście, jak w całej Gruzji, dominowała śmiała i nowoczesna architektura. Woda którą nabieramy do butelki ma specyficzny smak. Jak to w uzdrowiskach…
IMG_7511

IMG_7520

P1480764

P1480773

P1480777
Malwinka też piła wodę, ale jak widać sympatią do niej nie zapałała…
Bordżomi
Przed nami jeszcze ok 150km z Bordżomi do zaplanowanego noclegu w Zugdidi.

Jadąc z Bordżomi cały czas mamy zachwycające widoki, skałki i zielone doliny. Wjeżdżamy na gruzińską autostradę w kierunku Kutaisi i za oknem krajobraz zaczyna się zmieniać. Jest już mniej sielankowo. Ale cały czas po lewej stronie widać ośnieżone góry. Gdy zbliżamy się do naszego celu mamy znowu góry przed sobą – ale tym razem to już imponujące czterotysięczniki, nasz cel na jutro!

Mijamy prawie w każdej miejscowości charakterystyczne domy z altankami i palmami w ogródkach. Raz za razem do samochodu przenika piękny, kwiatowy zapach – nie jesteśmy pewni czy to jaśmin, akacja czy kwiaty pomarańczy. Po drodze kupujemy pierwsze w tym roku czereśnie… niesamowity kontrast ze śniegiem, w którym wylądujemy następnego dnia. ;)

Jedyny minus podróży tego dnia, to doświadczanie szaleństwa gruzińskich dróg – wyprzedzanie na trzeciego i do tego spacerujące ze stoickim spokojem krowy…

Nocleg znajdujemy w Zugdidi w hotelu Samegrelo przy ulicy Kostava 54. Wyboru zbyt wielkiego nie mamy – po drugiej stronie jest Hotel Zugdidi. Ceny takie same, standard zbliżony, nasz wygrywa bezprzewodową siecią.
Niestety nie udało się nam znaleźć żadnego Guesthausu – szkoda, bo bardziej nam to odpowiada niż hotele. Przewodniki rozpisywały się też o hostelu prowadzonym przez Litwinkę… tego też nie udało nam się zlokalizować.

Z ciekawostek – Zugdidi zostało zajęte przez wojska rosyjskie w ramach inwazji na Gruzję podczas wojny w Osetii Południowej w 2008 roku.

Wydatki:
– restauracja 28 lari – chaczapuri, szaszłyk, kebab, lobio, kawa, herbata, bakłażany
– tankowanie 58 lari
– hotel Zugdidi – 50 lari za pokój 2 osobowy, ręczniki, tv, internet. Czysto ale bez zachwytów.

To też może Cię zainteresować

2 komentarze

Monika 19 maja 2014 - 13:30

A czy to prawda, że woda ze źródła jest bardziej intensywnie słona niż ta w butelcd?

Odpowiedx
Kasia 20 maja 2014 - 0:33

Ta w butelkach faktycznie inaczej smakuje, ale chyba nie chodzi tu tylko o mocniejszy smak soli. Jak dla mnie, ta z „kranu” smakowała tak jakoś chemicznie – zupełnie nie zachwycił mnie ten smak ;)

Odpowiedx

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci