W tym roku nasze wiosenne plany wyjazdowe pokrzyżowała Wiosna Ludów na Bliskim Wschodzie. Mieliśmy kupione bilety do Damaszku – jednak po lekkich nerwach i niepewności okazało się, że pieniądze za bilety kupione w taryfie bezzwrotnej jednak zostaną nam zwrócone (LOT zawiesił loty do Syrii). Piękne podziękowania dla LOTu!
Ale przecież nie będziemy siedzieć w domu! Szybka decyzja – lecimy tam, gdzie teraz najtaniej – czyli do Tunezji!

Komfortowe domki na skraju roztoczańskiego lasu, w cichej i spokojnej okolicy pośrodku Roztocza. Idealne do aktywnego wypoczynku lub błogiego lenistwa... :)
Zobacz, zachwyć się, zarezerwuj!
Po raz kolejny wyjazd w dobrej cenie i dobry hotel (Thalassa Sousse) wynalazła nam Pani Monika z Biura Kontynent. (Pani Monika poleca głównie miejsca, w których sama była – a wierzcie mi, była chyba wszędzie ;))
Wybraliśmy Tunezję też głównie dlatego, że ja znam ją dość dobrze, a Marek wcale. Miał więc dodatkowy luksus w postaci osobistego przewodnika.
Tunezja w przeciwieństwie do Egiptu jest bardzo przyjazna wszystkim chętnym na podróżowanie na własną rękę. I tak właśnie ją zwiedzaliśmy – głównie pociągiem.
Nie znajdziecie więc tutaj opisu zorganizowanej przez rezydentkę z hotelu wycieczki na Saharę czy do Tunisu. (jednak jeśli takiego wyjazdu szukacie to polecam biura „na mieście” – widzieliśmy m. in. Sahel Voyages – na stronie mają jednak ceny wyższe niż na miejscu).
Jako punkt wypadowy na wycieczki pociągiem polecam szczególnie Sousse – tu zaczyna się kolej do Tunisu. Tu też kończy się kolejka łącząca Mahdie, Monastir i Sousse.
Tydzień w Tunezji to wbrew pozorom nie tak dużo jeśli chce się trochę pozwiedzać. Nam udało się poznać dość dobrze Sousse i do woli poszwendać się po wąskich uliczkach mediny (równie ładnej jak w Tunisie). W Sousse polecam zobaczyć Ribat i Meczet. Niestety nadal w remoncie jest wielka Kasaba – obronny zamek.
A kawka i miętowa herbata w medinie smakuje najlepiej.
Pamiętać tylko trzeba, żeby odwiedzać kawiarnie dla miejscowych, a nie wystrojone jak choinka pseudo knajpki dla turystów. Trzeba też uważać na naganiaczy – kawa z takim pośrednictwem kosztuje dwa razy więcej. (bo jeśli nawet nie kupisz koszulki u jakiegoś sklepikarza, on chętnie zaprowadzi cie do kawiarenki – a sam dzięki temu będzie miał odpalony napiwek od właściciela za przyprowadzonego turystę).
Nasz hotel był tak dogodnie położony, że mieliśmy naprawdę blisko plażą zarówno do centrum Sousse jak i do uroczego Portu El Kantaoui.
Z Sousse na krótką wycieczkę warto wybrać się kolejką do Manastiru. To zaledwie 9 przystanków i jedzie się ok 35 min.
Monastir jest przede wszystkim znany z mauzoleum Habib Burgiba – pierwszego prezydenta niepodległej Tunezji.
Polecam też zobaczyć ogromny Ribat.
W Monastirze jest też oczywiście meczet. W 2008 roku udało się nam wejść (kobiety muszą założyć peleryny z kapturem – ja wybrałam sobie gustowny róż) – niestety tym razem nie – w zasadzie nie bardzo wiadomo dlaczego, bo zgodnie z wszelkimi informacjami widocznymi w okolicy powinien być tego dnia otwarty… a nie był!
Nie pojechaliśmy tym razem na pustynie – ale pojechaliśmy pociągiem do El Jem.
Połączenie było bardzo wygodne 8.07 z Sousse i już o 9 byliśmy na miejscu. Z dworca widać ogromny amfiteatr – nawet nie trzeba pytać o drogę. Pociąg powrotny był już o 12 (to wg rozkładu… bo faktycznie przyjechał ponad pół godziny później) – ale to wystarczyło, żeby do woli i nieśpiesznie poszwendać się po zakamarkach i korytarzach amfiteatru.
Polecam też odwiedzić muzeum z mozaikami (jest w cenie biletu – trzeba przejść spory kawałek w lewo od amfiteatru) – jest tam też odtworzona willa rzymska.
Ciekawostka – na mapce El Jem wypatrzyliśmy, że jest tam jeszcze mały amfiteatr – w pobliżu muzeum. Niestety jest w totalnej ruinie. El Jem powstało na ruinach starożytnego miasta Thysdrus które w swoim rozkwicie zajmowało prawie 200 ha!
Będąc w Tunezji trzeba zobaczyć Tunis. Ja pamiętam go jeszcze z 2008 r. Teraz bardzo się zmienił. Po ostatnich rewolucyjnych przemianach w mieście było bardzo dużo wojska, a każdy budynek rządowy był otoczony zasiekami z drutu kolczastego i stały tam transportery opancerzone.
To jednak nic – dzisiejszy Tunis dosłownie tonie w… ŚMIECIACH! To niesamowite jak tak piękne miasto może być tak brudne! I to nie chodzi tylko o nieposprzątane ulice – przy budynkach dosłownie walają się hałdy worków ze śmieciami. Podobno jest jakiś problem z opłatami za wywożenie śmieci. Wyglądało to dokładnie tak jak w Neapolu!
Na szczęście pomiędzy sklepikami w medinie nie było już tak brudno. Tunis to głównie labirynt uliczek starego miasta, a w nim schowane meczety i medresy. Do jednej nawet udało się nam wejść.
Niestety na dziedziniec największego meczetu – Az-Zajtuna można wejść tylko częściowo – nie ma szans zaglądnąć nawet do sali modlitw. I tu niespodziewanie pomógł nam pan sprzątający meczet. Zrobił naszym aparatem zdjęcia wnętrza! Choć przyznam szczerze, że chyba drugi raz na taki eksperyment raczej się nie zdecyduje.
W Tunisie piliśmy też najlepszą i najtańszą herbatkę! Miętowa z listeczkami świeżej mięty – kosztowała ok 0,400 TND – czyli ok 1 zł :) Posiedzieć w kawiarence w wąskiej uliczce i pogapić na miejscowych – bezcenne!
Z Tunisu, z nabrzeża kursuje kolejka, którą można dojechać do ruin Kartaginy i do uroczego niebieskiego miasteczka Sidi Bou Said.
I tutaj też znacznie lepiej przyjechać na własna rękę niż ze zorganizowaną wycieczką i spokojnie pochodzić wśród niebieskich drzwi i okiennic białych domków. Tutaj obowiązkowo trzeba napić się miętowej herbatki w kawiarence i posiedzieć na balkoniku z widokiem na morze!
Tym razem nie odwiedziliśmy ruin Kartaginy. Ja widziałam ich cześć – Termy Antonina w 2008 roku. Polecam też zobaczyć muzeum w pałacu Bardo – jeśli ktoś lubi mozaiki to tam są najpiękniejsze!
Chyba zawsze po jakimś wyjeździe pozostaje niedosyt. Tym razem nie udało się nam dotrzeć do Sfaxu (fatalne połączenie pociągami – trzeba zostać na noc) i do ruin antycznego miasta w Dugga. Może kiedyś – na pewno wrócimy jeszcze do Tunezji żeby pojechać na Saharę. Są biura które organizują takie wyjazdy nawet na trzy dni.
Najzabawniejszy widok wyjazdu – BOCIANY na trasie do Tunisu! A w Polsce jeszcze nie udało się nam ich zobaczyć!
Na koniec jeszcze dodam, że naprawdę warto pojechać na Saharę. Ja byłam jeszcze w 2007 r. Mieszkałam wtedy w uroczej miejscowości Mahdia – najdalej wysuniętym na południe miejscu z wielkimi hotelami biur podróży.
Wydatki:
Przejazdy
– taxi medina Sousse – hotel Thalasa – 3-5 TND
– kolejka Sousse – Monastir – 2 TND (w obie strony) – ok 35min
– taxi Port El Kantaoui – medina Sousse – 8 TND
– pociąg Sousse – EL Jem – 7,900 TND (w obie strony)
– pociąg Siusse – Tunis 13,500 TND (w obie strony) + dopłata do expresu 3,300 TND
– kolejka Tunis – Sidi Bou Said – 1,100 TND (w obie strony)
Wstępy
– Sousse Ribat – 5 TND
– Monastir Ribat – 5 TND
– koloseum w El Jem + muzeum z mozaikami 8 TND
– Tunis wejście na część dziedzińca meczetu – 4 TND
Jedzonko
– kawa / herbata 1-5 TND (rekord w Tunisie w knajpce dla miejscowych 0,890 za kawę i herbatę miętową!)
– świeże soki 1-1,500 TND
– mała Cola 0,650 TND
– mix jedzenia na mieście naleśnik z nadzieniem/ jajecznica w bułce od 0,500 do 3 TND
Ciekawostki
– rozkład jady kolejki i pociągów można dostać w informacji turystycznej w Sousse na rogu Avenue Habib Bourguiba
– zdjęcia z 2008 roku
![]() |
| Tunezja – Susa Monastyr |
![]() |
| Tunezja – El Jem Tunis |
![]() |
| Tunezja – Tunis Sidi Bou Said |





2 komentarze
Rozmarzyłam się……………………………….
Wspaniale zdjecia!