Pierwszy raz na Kasai.eu mamy tekst gościa – Małgosi, która była z nami w Japonii. Jeździliśmy razem, ale były też takie dni, kiedy każdy zwiedzał na własną rękę. Gdy my ruszyliśmy do Enoshimy i Kamakury, a Gosia w tym czasie buszowała po Tokio.

2013-04-28-09.57.00


Odkąd zobaczyłam zabawny reportaż z podroży po Japonii pewnego Irlandczyka stwierdziłam, że Tokio muszę zobaczyć w niedziele. Dlaczego? Bo wtedy Japończycy przeobrażają się z “umundurowanych” posłusznych pracowników w pasjonatów swoich namiętności. I faktycznie można było to zobaczyć.

Z Kasią, Malwiną i Markiem (dalej KMM) rozstałam się na dworcu Tokio, z racji wczesnej pory udałam się na zwiedzanie okolicy dworca z nadzieją dotarcia w pobliże Pałacu Cesarskiego.

Sąsiedztwo dworca Tokio to typowa dzielnica biurowców i drogich butików. W niedzielny poranek to chyba najcichsza cześć miasta. Jednak po przekroczeniu dwupasmówki w pobliżu Pałacu Cesarskiego rzeczywistość się nieco zmienia. Przestało być cicho a w zamian otrzymałam od razu dawkę Japońskiej turystyki zorganizowanej wymieszanej z niedzielnymi sportowcami.

Okolice dworca Tokio w niedzielny poranek
Close
Okolice dworca Tokio w niedzielny poranek
Dworzec Tokio
Close
Dworzec Tokio
Dworzec Tokio
Close
Dworzec Tokio
 
Park przy Palacu Cesarskim
Close
Park przy Palacu Cesarskim
Dwupasmowka przy Palacu Cesarskim i niedzielni sportowcy
Close
Dwupasmowka przy Palacu Cesarskim i niedzielni sportowcy
Pani przewodniczka i jej grupa
Close
Pani przewodniczka i jej grupa
Klasyczny widok na Palac Cesarski.
Close
Klasyczny widok na Palac Cesarski.
fosa przy Palacu Cesarskim i widok na dzielnice biurowcow
Close
fosa przy Palacu Cesarskim i widok na dzielnice biurowcow
autobusy wycieczkowe.
Close
autobusy wycieczkowe.
 

Z racji mojego wyuczonego zawodu bardziej zainteresowała mnie turystyka masowa. Jak to w Japonii wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane: żółte autokary podwożą turystów na parking w pobliże Pałacu, gdzie ubrane w niezwykle eleganckie żółte uniformy panie przewodniczki z żółtą chorągiewką wiodą swoich podopiecznych w pobliże Pałacu Cesarskiego. Tu odbywa się oczywiście pogadanka, po czym pan fotograf pstryka obowiązkowe grupowe zdjęcie na tle zabytku i wycieczka zmyka do autobusu.

Pałac Cesarski można obejrzeć jedynie z zewnątrz i to tylko cześć murów obronnych, oraz zrobić sobie klasyczne zdjęcie z mostem. Park wokół to wybetonowany plac z wyspami trawników i drzew. Nie robi to zbyt dobrego wrażenia, jednak dla rolkarzy czy rowerzystów to niesamowita przestrzeń do zagospodarowania. Faktycznie przy pałacu spotkałam najwięcej ludzi uprawiających sporty. Sporo było biegaczy i rowerzystów. Przez pewien czas siedziałam na murku i przyglądałam się rewii mody sportowej.

Zmęczona słońcem i nadmiarem modowych wrażeń wróciłam do dzielnicy biurowców w poszukiwaniu porannej kawy. Co prawda nie trafiłam na otwartą kawiarnię, ale za to trafiłam na dwie kolejki. Jedna była do muzeum sztuki, gdzie aktualnie była wystawa malarstwa francuskiego, a tuż za ogrodem kolejna, tym razem do sklepu, a raczej piekarni francuskiej, gdzie sprzedawano magdalenki i rogaliki za kilkanaście euro. Jak widać Francja cieszy się niezłą estymą w Kraju Kwitnącej Wiśni. Pomiędzy muzeum a owym sklepem znajduje się przeuroczy ogród. Niewielka przestrzeń, a jak cudownie zaaranżowana. Szkoda, że w Europie nie umiemy tak dbać o te najmniejsze skrawki przestrzeni.

Ponieważ zbliżało się południe postanowiłam ruszyć do Parku Uneo. Po cichych okolicach dworca Tokio dworzec Uneo i sam park były jak ul w szczycie wiosny. Tłum wszędzie. Ten tłum będzie mi już towarzyszył aż do wieczora.

Sam dworzec Ueno jest paskudny. Park też rozczarowuje. Możliwe, że w czasie kwitnienia wiśni jest zdecydowanie piękniejszy, ponieważ główne aleje są obsadzone wiśniami. Ja już niestety widziałam tylko drzewa w pełnym garniturze liści.

W  parku zobaczyłam też brzydkie oblicze Japonii, czyli zaniedbany staw, po którym pływały tandetne łodzie w kształcie łabędzi, a wokół świątyni były rozstawione budy z chyba najbardziej przepalonym tłuszczem jaki kiedykolwiek przyszło mi wąchać. Uciekłam z tej części parku tak szybko jak się dało.

Francuski sklep w Tokio
Close
Francuski sklep w Tokio
Fancuskie ciasteczka za kilkanasie euro.
Close
Fancuskie ciasteczka za kilkanasie euro.
Stacja Ueno
Close
Stacja Ueno
Parku Ueno
Close
Parku Ueno
Park Ueno
Close
Park Ueno
Park Ueno - dekielek z kwiatami sakury
Close
Park Ueno - dekielek z kwiatami sakury
 
 
Japnka oddajaca sie swojemu hobby
Close
Japnka oddajaca sie swojemu hobby
park Ueno idaelny do ogladania kwitnacych wisni - moze nastepnym razem
Close
park Ueno idaelny do ogladania kwitnacych wisni - moze nastepnym razem
staw w Parku Ueno
Close
staw w Parku Ueno
 

W czasie tej ucieczki trafiłam na festiwal piwonii. Przełom kwietnia i maja to czas kwitnienie tych pięknych kwiatów. W parku Ueno jest specjalny ogród z chyba 100 gatunkami tych kwiatów. Wstęp był płatny (600 Y)  ale po doświadczeniach z początku parku była to cudowna rekompensata estetyczno-zapachowa warta tych pieniędzy. Ciekawostka jest  to, że piwonie przed nadmiernym słońcem chronione są parasolkami. Wyglądają jak kwiatowe gejsze.

W tym ogrodzie spędziłam ponad godzinę. Po wyjściu trafiłam jeszcze na koncert mnicha i plener malarski.

Do parku Ueno wybrałam się przede wszystkim aby zobaczyć muzeum narodowe. Po drodze do muzeum minęłam ogromną kolejkę do Zoo, gdzie można zobaczyć misie panda, a trochę dalej obywał się festiwal kultury pakistańskiej.

Muzeum Narodowe w Tokyo
Close
Muzeum Narodowe w Tokyo
Muzeum Narodowe w Tokyo
Close
Muzeum Narodowe w Tokyo
Muzeum Narodowe w Tokyo
Close
Muzeum Narodowe w Tokyo
 

Samo muzeum znajduje się  na końcu parku. Niestety trochę mnie rozczarowało, bo spodziewałam się bogatszych zbiorów, ale i tak dało mi sporo nowej wiedzy na temat malarstwa i stroju Japońskiego.

Całość pobytu w Parku Ueno zabrała mi trochę ponad 3 godziny, więc musiałam ruszać dalej, zwłaszcza że głód doskwierał, a w okolicy do każdego punktu gastronomicznego były potężne kolejki.

Szybki rzut okiem na mapę w celu ustalenia gdzie mogą być jakieś knajpki z jedzeniem i ruszyłam do dzielnicy Ginza.

Było już po 14  kiedy dotarłam na główną ulice Ginzy o tej samej nazwie. I ku mojemu zaskoczeniu cała wielka ulica była zamknięta dla samochodów a piesi delektowali się tym, że mogą posiedzieć na środku skrzyżowania. Akcja ta ma nawet swoja nazwę – raj dla pieszych. Skoro raj, to ruszyłam w górę ulicy samym jej środkiem, a dookoła mnie butiki najdroższych marek, restauracje i bary gdzie ceny za starter zaczynają się od 1000 yenow. Ale jakoś zapomniałam o głodzie obserwując Japończyków.

raj pieszego :)
Close
raj pieszego :)
tu nawet slodycze musza miec odpowiednio wysokie cenny
Close
tu nawet slodycze musza miec odpowiednio wysokie cenny
co niedziele w na ulicy Ginza ruch samochodowy jest zamkniety - co w Japonii nazywaja rajem dla pieszego
Close
co niedziele w na ulicy Ginza ruch samochodowy jest zamkniety - co w Japonii nazywaja rajem dla pieszego
Ginza to tez najdrosze sklepy i marki.
Close
Ginza to tez najdrosze sklepy i marki.
i oczywiscie jak to w japonii jeden regal zajmowala muzyka Chopina a miedzy plytami znalazma to
Close
i oczywiscie jak to w japonii jeden regal zajmowala muzyka Chopina a miedzy plytami znalazma to
 

Gdzieś w połowie ulicy zobaczyłam wielopiętrowy budynek Yamahy – tej muzycznej Yamahy. Akurat miał być koncert fletowy jakiegoś japońskiego muzyka. Skoro miła sprzedawczyni mnie zapraszała to weszłam. Ale i bez tego bym weszła. Parter budynku zajmował dział pianin i ludzie słuchający koncertu. Ja udałam się na wyższe pietra by zobaczyć prawdziwe instrumentalne cuda oraz półki pełne muzyki klasycznej i instrumentalnej. Przeglądanie płyt wciągnęło mnie na dobre półgodziny. Gdy dotarłam do Chopina to oniemiałam. Cały regał zajmowały wyłącznie płyty z muzyką naszego rodaka w najróżniejszych wykonaniach. Trafiam też na japońską wersje naszego polskiego filmu o Chopinie.

Pobyt w sklepie Yamahy zakończyłam oczywiście zakupami. Bogatsza o nowe płyty opuściłam Ginze.

Z Ginzy udałam się do dzielnicy Shibuya. Z okien dworca Shibuya mogłam zobaczyć największe skrzyżowanie w Tokio. Trochę mnie rozczarowało, bo na filmach to miejsce robi wrażenie dużo większego i bardziej tłumnego. Jednak dość szybko zrozumiałam, że nie mam racji. Pochłonął mnie tłum i przez nieuwagę weszłam nie w ten korytarz co powinnam a potem to już przez półgodziny krążyłam by wreszcie dotrzeć do upragnionego, właściwego wyjścia.

Tym samym spełniłam swoje marzenie by zgubić się w tłumie w Tokio.

Shibuya i najslynniejsze przejscie pieszych
Close
Shibuya i najslynniejsze przejscie pieszych
wejscie do Yoyogi park
Close
wejscie do Yoyogi park
 

Będąc wreszcie na upragnionym skrzyżowaniu zrobiłam rundę przez światła, po czym udałam się razem z kolorowym tłumem na podbój sklepów z gadżetami. Mój podbój zakończył się dość szybko bo zorientowałam się, że mam niecałe półgodziny do umówionego spotkania z KMM w parku Yoyogi. Porzuciłam wiec chęć oglądania odjechanych ciuchów i ruszyłam w górę ulicy do parku. 200 metrów odległości do parku pokonałam w 20 minut, tak gesty był tłum.

Pustawy park wokół świątyni okazał się balsamem dla duszy. Cisza i spokój, ale moich towarzyszy nie było. Posiedziałam przy świątyni, zobaczyłam weselny korowód i matkę z noworodkiem prosząca o błogosławieństwo mnicha oraz sporo osób w tradycyjnych kimonach. Kiszki mi zaczęły grac marsza, wiec po dłuższej chwili oczekiwania stwierdziłam,  że moja ekipa chyba już tu nie dotrze i udałam się na poszukiwanie czegoś do jedzenia. Na szczęście długo szukać nie musiałam. Za słyną ścianą z beczek na sake znajduje się restauracja i bar. W restauracji organizują wesela, a w barze karmią wygłodniałych pielgrzymów japońskim fast foodem czyli zupą ramen i najohydniejszą kawą z lodem jaką kiedykolwiek piłam.

sciana beczek na sake
Close
sciana beczek na sake
Tradycyjne japonskie wesele
Close
Tradycyjne japonskie wesele
Pomocnice przyswiatynne
Close
Pomocnice przyswiatynne
Swiatynia w Parku Yoyogi
Close
Swiatynia w Parku Yoyogi
japonski fastood czyli zupa ramen tu akurat z tofu i kawa mrozona. Tego napoju nie polecam
Close
japonski fastood czyli zupa ramen tu akurat z tofu i kawa mrozona. Tego napoju nie polecam
 

Po zaspokojeniu głodu ruszyłam do drugiej części parku, gdzie jak to mówi Kasia, można zobaczyć ”Elvisów” i wystrojone panienki. Niestety się spóźniłam, bo było po 17 i wszyscy tłumnie ruszyli z parku do miasta. Nie miałam wyboru, też ruszyłam na podbój wieczorno – nocnego Tokio, a raczej dzielnic Hiryaku i Shibuya.

Tak jak czytałam w książkach Murakamiego i widziałam w reportażach, jest to dzielnica zabawy i młodych, którzy to opanowali chodniki, boczne ulice i podziemia. Natomiast główne arterie obrały sobie za siedziby największe luksusowe marki świata. Pierwszy raz w życiu widziałam kilkupiętrowy sklep Diora czy Chanel. Paryskie butki przy tych wyglądają jak ubodzy dalecy krewni. Choć Kasia z Markiem mnie zapewniali, że to jeszcze nic w porównaniu z tym co można zobaczyć w Chinach. Ale ja raczej nie jestem zainteresowana tego typu miejscami.

5 pietrowy Dior
Close
5 pietrowy Dior
lista sklepow w dzielnicy harajuku
Close
lista sklepow w dzielnicy harajuku
nocny widok na Skytree
Close
nocny widok na Skytree
 

Jednak będąc w Tokio, a zwłaszcza wieczorem na Shibuya, trudno nie otrzeć się o wielki luksus i nie dla tego, że są tam owe sklepy, ale dlatego iż ludzie faktycznie używają markowych rzeczy.  Jeżeli coś jest modne, w Japonii wszyscy to maja. Jeżeli jakiś lokal jest modny na pewno go nie przegapisz, bo będzie tam stać długa kolejka. Do jednej kawiarni o nazwie “Sweet eggs” stała 200 metrowa kolejka. Zobaczyłam jej koniec i idąc zastanawiam się, do którego sklepu. Jednak idąc dalej zauważyłam, że wszystkie te młode wystrojone panienki stoją grzecznie już chyba od dłuższego czasu. Wiec ciekawość mnie powiodła dalej i dalej w pewnym momencie kolejka skręciła w boczna ulice i jakieś 50 metrów dalej dotarłam do jej końca. A na końcu był niewielki lokal że słodkościami. Czy chciałoby mi się stać tak długo aby zjeść jakiegoś słodkiego omleta?  Nie, ale w Japonii to styl życia i sport narodowy – stanie w kolejkach.

Po tak wyczerpującym dniu postanowiłam wrócić do hostelu i zjeść po prostu bento w zamian za stanie w kolejkach do modnej knajpy. Ale nie byłabym sobą, gdybym nawet w czasie prostej drogi do hostelu nie zahaczyła o coś. To coś tym razem to był punkt widokowy nad rzeką, z którego rozpościerała się panorama na tokijską Skytree.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

1 komentarz

Krzysiek (tokidoki) 12 czerwca 2017 - 14:55

Ja park Ueno odebrałem całkowicie inaczej. Tylko tak jak jest wspomniane w tekście, byłem podczas kwitnienia wiśni i park wtedy prezentuje się naprawdę okazale. Zwłaszcza wieczorem jest cudnie, gdy jest mniej ludzi i lampiony są głównym źródłem światła. (Kilka pięknych zdjęć można znaleźć na moim blogu). Właśnie to jest genialne, że to samo miejsce różni ludzie odbiorą w specyficzny dla nich sposób. Pozdrawiam.

Odpowiedx

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci