Ostatnie dwa dni przeznaczyliśmy na atrakcje Toronto. Pomysłów mieliśmy tyle, że martwiłam się jak uda się wszystko zobaczyć w ciągu tych dwóch dni. Na „szczęście” życie, a raczej pogoda ten problem rozwiązała szybko – deszcz pokrzyżował nasze wszystkie plany! GOPR8125


Komfortowe domki na skraju roztoczańskiego lasu, w cichej i spokojnej okolicy pośrodku Roztocza. Idealne do aktywnego wypoczynku lub błogiego lenistwa... :)

Zobacz, zachwyć się, zarezerwuj!

Dzień 10 (4 października) – Toronto

Nasze mieszkanie to rodzaj B&B. Dostaliśmy rano jeszcze ciepły chlebek – mniam. Ruszamy na miasto – ale bez entuzjazmu – niebo jest bure… Gdzie to wczorajsze słońce??? Ale to nie koniec, jak tylko wsiadamy do samochodu – zaczyna padać… Po kilku minutach to już regularna ulewa!P1460275 P1460284

Z okien samochodu zwiedzamy – przejeżdżamy przez dzielnicę portugalską, potem chińską.
Toronto znacznie różni się od miast które widzieliśmy do tej pory w Kanadzie. To znacznie
bardziej Amerykańskie miasto niż inne. Co ciekawe, w centrum większość wieżowców jest w
trakcie budowy. Potem dowiedzieliśmy się, że w Toronto teraz jest największy boom
budowlany w Ameryce Północnej. Połowa z wszystkich budowanych w USA i Kanadzie wieżowców powstaje właśnie w Toronto.IMG_9697 IMG_9706

Polecano nam zwiedzać Toronto korzystając z komunikacji miejskiej. Do centrum decydujemy się jednak pojechać samochodem. Okazuje się, że można znaleźć w centrum całkiem tanie parkingi – nawet 7-8$ za cały dzień. Zostawiamy samochód pod stadionem, niedaleko CN Tower. Na szczęście deszcz przestał padać i mogliśmy choć trochę pospacerować.IMG_9708 IMG_9881 P1460415 P1460417

Niestety pogoda nie nastraja – lądujemy w końcu w gigantycznym centrum handlowym, Toronto Eaton Centre. Jeśli chodzi o ceny to szału nie ma. Wypatrzyliśmy fajne buty dla Malwinki – Kamik – ale w TkMaxx taniej. :)IMG_9783 P1460368

Przy okazji kolejna irytacja cenowa… cena na pudełku oczywiście bez podatków. I teraz tak: na produkty dla dzieci jest jeden podatek (krajowy), no chyba, że nie są to ubrania/buty. Wtedy dochodzi podatek prowincjalny. Dolicza się go też do ubrań jeśli cena przekracza $30. Reasumując: buciki kosztowały $39.90 + podatki. ;D Elektronika faktycznie tańsza – np. obiektyw, nad którym się zastanawiamy, był o 500zł taniej niż u nas.

Robimy naprawdę sporo kilometrów na nogach. Krótki odpoczynek w Tim Hortons i ruszamy
dalej. Pogoda nadal obrażona – to pewnie kara za to, że zaraz po przylocie uciekliśmy z Toronto. Spacerować jednak się da. IMG_9728 IMG_9766 IMG_9791 IMG_9807 P1460304 P1460307 P1460310 P1460342 P1460404 P1460441 P1460447

Na koniec mały zgrzyt – okazało się, że do naszego parkingu nie ma windy. Marek musi znosić
Malwine i wózek kilka pięter. Dodatkowo szukając tej nieistniejącej windy zostaliśmy wpuszczeni na widownię hali sportowej. Choć tyle na osłodę braku windy. :)IMG_9877

Uciekamy w końcu z miasta – jedziemy popatrzeć na klify. Już na parkingu zaskoczenie –
są tabliczki ostrzegające przed kojotami! Klify ciągną się wzdłuż brzegu przez ok 16 km. My
spacerujemy chwilkę nad jeziorem i uciekamy. Jest niestety zimno i mocno wieje.IMG_9910 P1460428 P1460461 P1460483 P1460496 P1460502

Na wieczór mamy niespodziankę. Zostaliśmy zaproszeni przez Panią Ewe i Pana Grzegorza na przepyszną kolację. Panią Ewę poznaliśmy w samolocie do Toronto. Spędziliśmy przemiły wieczór w ich ciekawym mieszkaniu pełnym pamiątek. Zachwyciły nas też smakołyki przygotowane przez naszych miłych gospodarzy. Był nawet hummus, a Malwa zajadała się quischem pani Ewy nie chcąc nawet spojrzeć na swoją zupkę ze słoika.IMG_9918 IMG_9920
Wiemy, że to przeczytają, dlatego z tego miejsca jeszcze raz serdecznie dziękujemy za miły wieczór – odwdzięczymy się jak tylko zawitacie do Krakowa. :)

Wieczorem, kiedy Malwinka już śpi, zagląda do nas właściciel domu. Nie mógł uwierzyć że w
ciągu 2 tygodni tyle zobaczyliśmy w Kanadzie. :)

Dzień 11 (5 października) – Toronto, Muzeum Bella, wylot do Polski

Pogoda niestety nadal nas nie rozpieszcza. Szaro i buro – na szczęście nie pada. Nasze dwa
żelazne punkty programu w Toronto nadal nie do zrealizowania. Po co wjeżdżać na wieżę CN Tower jeśli nic nie widać? Na wyspy z widokiem na Toronto też nie bardzo jest sens
płynąć. Szkoda, bo są tam nawet wydmy.

Plan na ostatni dzień mieliśmy raczej mało ambitny – szoping ;) Ale żeby cały dzień (samolot
mamy o 20) to już przesada. Marek zasiadł więc do naszych przewodników żeby coś znaleźć.
Pomysłów na ładną pogodę mieliśmy aż nadto jak na jeden dzień. Co zrobić jeśli jednak jest szaro-buro i deszcz wisi nad głową? Zaznaczam, że ani do oceanarium ani do muzeów w Toronto nie chcieliśmy.

Marek myślał i wymyślił! Muzeum Bella w Brantford, niedaleko Hamilton! Tam trzeba było kawałek przejechać, ok. godziny jazdy z Toronto. Dobiło więc na koniec nieco km do naszej zgadywanki :)IMG_9950 IMG_9956

A samo muzeum Bell Homestead fajne bardzo! Tak się nam spodobało, że popełnimy o nim osobny wpis. :)IMG_0002 IMG_0006 IMG_0024 IMG_0056 IMG_9993

Koniec dnia to zapowiadane zakupy. Niestety wyszło z tego wielkie nic. Byliśmy w największym centrum outletowym pod Toronto. Napatrzyliśmy się na tłumy na parkingu i kolejki (sic!) do wejścia do sklepów. Niestety ceny nas nie porwały – pewnie dlatego że mamy Tkmaxx w Krakowie. Zresztą wiemy już na pewno, że Kanada jest droższa niż USA – sami Kanadyjczycy na to narzekają… zresztą nawet w Anglii udawało się nam kupić coś taniej. Tak więc na wielkie zakupy za oceanem poczekamy aż zniosą wizy do USA. ;)IMG_0092 IMG_0094

Z centrum handlowego ruszyliśmy na lotnisko. Tam najpierw zdaliśmy samochód a potem
już machina lotniskowa nas wciągnęła. I dobra rada dla oszczędnych: warto poszukać bezpłatnego wózka na bagaże tam, gdzie odbiera się samochody (jakieś 100m od miejsca zwrotu pojazdów). Sami przecież tak porzuciliśmy wózek odbierając samochód. :)IMG_0100

Lot do Warszawy upłynął nam szybko – lecieliśmy też krócej – tylko 7h. Trafiliśmy na znacznie
milszą obsługę niż poprzednio – kołyskę dla Malwinki dostaliśmy bez pytania i co najfajniejsze przespała w niej niemal cały lot. Dostaliśmy też słoiczki z jedzeniem – tym razem w wersji Kanadyjskiej. Dodatkowy bonus od LOT to śliniaczek, kokorowanka i kredki. Dzieciaczek obok nie dostał nic. Dziwne jest to traktowanie pasażerów zależne od humorów załogi tak jakby nie istniały żadne procedury i standardy.IMG_0107 IMG_0113

Przesiadka w Warszawie i lot do Krakowa były błyskawiczne! A tam czekał na nas już nasz
ulubiony Tomek żeby odstawić nas do domu. No trochę się stęskniliśmy. Malwina całe pół
godziny bawiła się zachwycona zabawkami które na nią czekały w domku. :)

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci