Fajnie czasem powspominać… Wyjazd z 2005 roku – pewnie większość naszych znajomych widziała już tą relacje i zdjęcia, ale skoro mamy wreszcie stronę o podróżach to i o Krymie jeszcze raz napiszemy.


Tak się jakoś ułożyło, że pojechaliśmy sobie na Krym – 10 dni, 4600km i 1200 zdjęć… których mniej więcej połowę znajdziecie w poniższej relacji.
Kto i kiedy?

No jak to kto? Kasia i Marek oczywiście :))
Wyjechaliśmy z Krakowa w sobotę 3.09.2005, a wróciliśmy w poniedziałek 12.09.2005.

Jak dojechać?
Spośród wszelkich możliwych sposobów dotarcia na Krym wybraliśmy wycieczkę objazdową, zorganizowaną przez PKS Bielsko-Biała. Pokonanie 1600km dzielących Kraków i Teodozję (tam mieszkaliśmy) zajęło ok. 30 godzin, a po drodze oczywiście niezwykle sympatyczne ;) przejście graniczne w Krakowcu.

Przez Ukrainę na Krym
Jadąc przez Ukrainę zachwycamy się niezmiennie „egzotycznymi” pojazdami. Pojawiają się też coraz częściej ładne parkingi z restauracjami. No i folklor niesamowity – ogromny targ rybny (ponoć największy w Europie) – ryby suszone, wędzone, świeże. Ładnie wyglądały ale smakowały tak sobie.

Nie zabrakło też czołgu (częsty motyw na Ukrainie: czołgi, samoloty, bohaterowie wojenni… etc.). A każda okazja do zdjęcia na tle cyrylicy musiała być wykorzystana ;)

Przywitanie z Morzem Czarnym
W niedzielę ok. 11 rano byliśmy w Teodozji, w naszym Pensjonacie Ukraina. Plaża była na wyciągniecie ręki! Morze Czarne jest niesamowicie błękitne!! A na plaży tysiące… miliony… miliardy muszelek :)))

Teodozja – pierwszy kontakt
Jakoś trudno było nam usiedzieć na miejscu i zaraz ruszyliśmy zwiedzać Teodozję. Najpierw przejazd do centrum miejscowym busem czyli „marszrutką” za 1 hrywne (ok. 70 groszy). Teodozja to kiedyś kolonia grecka założona w VI w. p.n.e. , od IX w. starożytny port Kafa, a obecnie miasto mające ok. 100 tys. mieszkańców i popularne letnisko. Idąc Prospektem Lenina nad zatoką podziwiać można przedrewolucyjne wille, no i oczywiście pomnik Wodza.

Baszta Konstantyna XIV w. – pozostałość Tureckich rządów w Kafie. Dzisiaj niestety trochę zaniedbana.

Fontanna w stylu tatarskim ufundowana przez Iwana Ajwazowskiego – najsłynniejszego mieszkańca Teodozji i marynisty świata (w ciągu 64 lat życia namalował ponad 6000 obrazów o tematyce morskiej).

Na ulicach widać pozostałości dawnej świetności miasta – obecnie trochę zaniedbanego. Beczka z kwasem chlebowym – niestety zamknięta. Odnowiona cerkiew Ofiarowania NMP jakoby z VII w. (??)

Grobowiec Ajwazowskiego znajdujący się przy zachwycającej ormiańskiej cerkwi św. Sergiusza (Surb Sarkis) z XIV w.

Meczet Mufti Dżami z 1623r. jedyny zachowany z 70 istniejących kiedyś w Teodozji!

Gdzieś tu powinna być fontanna ormiańska z 1586 r. – ale niestety nie udało się nam jej zobaczyć… Twierdza Genueńska była na szczęście na tyle duża, że jej nie przeoczyliśmy (choć mało brakowało). Mury pochodzą z XIV-XV w. i zachowały się trzy baszty: Klemensa VI, Cisco, i Dokowa. W dolinie jest cerkiew Jana Chrzciciela (Joanna Priedtieczi) z XIV w. i dwie ormiańskie kaplice.

Na ulicach zachwycił nas pomnik bohaterskich radzieckich marynarzy. No i niezmiennie wille tuż przy zatoce. A na koniec dnia Kasia jeszcze musiała sprawdzić czy morze jest nadal na swoim miejscu.

To wschód słońca… Czyli bohaterskie poświecenie Marka który wstał i uwiecznił. Kasia przed śniadaniem ponownie skontrolowała morze – nadal było, tylko fale strajkowały.

Bakczysaraj
W poniedziałek pojechaliśmy do Bakczysaraju. Po drodze winnice i stepy. Ale też folklor lokalny – knajpka tatarska z finezyjnymi ogrodzeniami.

Przejeżdżaliśmy przez Symferopol – to stolica Krymu (ok. 300 tys. mieszkańców). Tutaj też jeździ jedyny chyba w Europie trolejbus międzymiastowy – do Ałuszty i do Jałty (80 km, a po drodze przełęcz gdzie z wysokości 1000 m n.p.m. rozciąga się widok na Morze Czarne…. ale o tym trochę później). Potem krajobraz trochę się zmienia – górki – i ciekawostka ślimaczki na trawkach.

Bakczysaraj („bakczy” – ogród, „saraj” – pałac) – Pałac Chanów siedziba dynastii Girejów z XVI w. – kiedyś cały kompleks zajmował ponad 4 ha. Na pierwszym dziedzińcu jest Wielki Meczet Chański z dwoma minaretami – nadal czynny (dzięki czemu niestety nie udało się go zobaczyć od środka).

Pałac właściwy – Chan-Saraj. Pierwszy dziedziniec – Poselski. Wrota Poselskie z 1503 r. A zaraz przy Wrotach nasz fantastyczny przewodnik Aleksander (pochodzi z Kerczu).

Sala Diwanu – Sala Rady i Sądu z XVI-XVIII w. Oryginalne witraże pochodzą z XVI w.

Domek letni z XVII w. a w centrum fontanna.

Meczet domowy. Mihrab (nisza) jest skierowany w stronę Mekki. Przed nim drewniana podstawka dla Koranu.

Dziedziniec Fontannowy – Fontanna Łez (1734 – 1764) a obok popiersie Puszkina i róże które są położone tak jak ułożył je kiedyś poeta zwiedzający pałac, oraz Fontanna Złota z 1733 r.

Harem – kiedyś składał się z 4 budynków – bo tyle też żon mógł mieć Chan.

Jeszcze raz pierwszy dziedziniec i Meczet Wielki oraz otaczające Pałac skały.

Cmentarz Chanów (Mezarlyk) – tu spoczywa 16 władców. Miejsca pochówku mężczyzn oznacza turban, kobiet – płaska czapeczka.

Przed wejściem do pałacu pomnik z czasów podróży Katarzyny II na Krym w 1787 r. – słup kamienny tzw. mila stawiana na każde 10 mil podróży carycy. A nasze czapeczki – oczywiście oryginalne tatarskie.

Uspieński Monastyr
Wykuty w skale klasztor Zaśnięcia NMP (Uspieńskij monastyr) znajduje się kilka km od Bakczysaraju, w dolinie Mariam-Dere (wąwóz Marii) – po drodze do skalnego miasta Czufut-Kale. Przypuszcza się, że w VIII w. zaczęli go wykuwać greccy mnisi, którzy przybyli tutaj z Bizancjum.

Warto zobaczyć wykutą w skale cerkiew z XIV w. We wnętrzach klasztoru obowiązuje zakaz robienia zdjęć.

Czufut-Kale
Skalne miasto – jedno z najbardziej tajemniczych i pobudzających wyobraźnię miejsc na Krymie. Składają się na nie wykute w skale pieczary mieszkalne i kilka budowli. Początki miasta są mało znane – funkcjonowało od VI do XIX w. Mieszkanie w tego typu twierdzy stanowiło doskonałą ochronę w niespokojnych czasach, jakich na Krymie nie brakowało.

Miasto położone jest na wysokości 500 m n.p.m. i zajmuje ok. 36 ha. Z trzech stron otaczają je skalne ściany, z czwartej strony zabezpieczono je murem – dzięki temu stanowiło twierdzę praktycznie nie do zdobycia.

W mieście zachowały się Kenassy – domy modlitwy Karaimów oraz mauzoleum (diurbe) Dżanike Chanym – córki Tochtamyszchana z 1437 r.

Idąc do skalnego miasta mija się małe straganiki z pamiątkami, a szczególnie z wyrobami z drzewa jałowca ( mają charakterystyczny, ostry zapach) oraz pachnącymi olejkami wytwarzanymi w tej części Krymu. Tu też odkryliśmy najlepszy kwas chlebowy – Monastirskij.

Zwiedzając miasto byliśmy niestety skazani na miejscowego przewodnika Aleksandra – nie polecamy takiej opcji – licząc tylko na siebie i przewodnik książkowy można znacznie lepiej odkryć to niesamowite miejsce.

Kercz
Kolejny dzień wycieczki – wtorek – jedziemy na wschód Krymu – do Kerczu. Najpierw zwiedzamy muzeum – pomnik kamieniołom Adżymuszkaj. W wydrążonych w skale korytarzach w 1942 r. ukryło się, wg różnych źródeł, od 5 do 30 tys. osób – głównie sowieckich żołnierzy. Początkowo byli tam również cywile – w maju jednak pozwolono im wyjść na powierzchnię. Żołnierze otoczeni przez Niemców bronili się od maja do października – kiedy w październiku Niemcy ostatecznie wkroczyli do katakumb znaleźli tylko 7 żywych żołnierzy.

W okolicach Kerczu jest kilka zachowanych kurhanów – najwspanialszym z nich jest Kurhan Cesarski z IV w. p.n.e. Największe wrażenie robi 36 m korytarz który tworzą niezwykle precyzyjnie ociosane bloki kamienne. Kurhan zbudowano prawdopodobnie dla jednego z władców Bosforu, ale, co najdziwniejsze, przypuszczalnie nigdy nikogo tam nie pochowano.

I znowu jesteśmy nad morzem, raczej nad dwoma naraz, bo Cieśnina Kerczeńska łączy Morze Azowskie i Morze Czarne. Kolejna twierdza – tym razem turecka Enikale (XVII w.) Zbudowano ja w rekordowym czasie (1699-1703), a z tego pośpiechu zapomniano o doprowadzeniu wody. Dlatego też w 1771 r. zmusiło to obrońców do poddania się bez walki. Z twierdzy roztacza się widok na drugi brzeg cieśniny, czyli na Rosję – a właściwie rosyjskie półwyspy Czuszka i Tamań. No i przede wszystkim na inny kontynent – Azję.

No i wreszcie sam Kercz – założony w VI w. p.n.e. przez Greków – jest to więc jedno z najstarszych miast świata – ma ponad 2600 lat i jest starszy niż Rzym. Niestety nie widać tego zbytnio, bo w czasie II Wojny Światowej został niemal doszczętnie zniszczony.

Najciekawsza w mieście jest bizantyjska cerkiew św. Jana Chrzciciela z VIII w. Stanowi ona najcenniejszy zabytek architektury bizantyjskiej na Ukrainie – porównywalny ponoć jedynie z ruskimi zabytkami Kijowa.

Obecne władze (a w szczególności rządzący od kilku lat burmistrz) bardzo dbają o wizerunek starożytnego miasta – jest to jedno z najbardziej zadbanych i najczystszych miast na Krymie.

W swej długiej historii miasto 9 razy zmieniało nazwę – w latach 90-tych powrócono do starożytnego symbolu miasta – Gryfa. Spacerując po mieście prawie na każdym kroku można go spotkać – już wjeżdżając do miasta jesteśmy witani przez dwa posągi.

Oczywiście w centrum jest też Plac Lenina z pomnikiem wodza. W Kerczu jedliśmy jeden z „miejscowych” specjałów – pierożki z mięsem, czyli pielmieni. Pyszne bardzo – podają je ze śmietanką lub żółtym serem. W centrum (50m od widocznego na zdjęciu pomnika z Gryfem) jest tez duży sklep (niestety nie mamy zdjęć ;) – był chyba nawet lepiej wyposażony niż niejeden z naszych super-hiper marketów :). Ceny w większych sklepach są nieco niższe niż w małych sklepikach. Tu też „odkryliśmy” odmiany smakowe naszego ulubionego kwasu :). Jeśli zakupy – to oczywiście i słynne wina krymskie. Głównie niestety (a może -stety?) słodkie i bardzo mocne – Kahor (Kagor) i Muskat. Warto również zwrócić uwagę na Maderę z regionu Massandra. Jak już jesteśmy przy napojach – polecamy piwo – niefiltrowane pszeniczne – świetne.

Kolejna atrakcja Kerczu – Góra Mitrydatesa i prowadzące na nią monumentalne schody – 316 stopni (możecie sprawdzić!).

Na samym szczycie pasł się konik – i tylko czekał aż zrobimy mu zdjęcie. Z góry roztacza się wspaniały widok na miasto i zatokę.

Wokół wierzchołka znajdują się ruiny starożytnego Pantikapajonu. To tutaj w 63 r. p.n.e. zginął potomek Aleksandra Macedońskiego i perskiego Dariusza – Mitrydates. To bardzo ciekawa postać – nazwany przez Cycerona „największym wodzem, z którym Rzym toczył wojnę”. Zdradzony został przez własnego syna, pokonanego później przez Juliusza „Veni, vidi, vici” Cezara. Mitrydates dowiedziawszy się o zdradzie syna postanowił zażyć truciznę – ale jak się okazało był już wcześniej podtruwany i jego organizm się uodpornił…

Sudak
Środa, czyli święto wina! Jedziemy otoczeni winnicami do Sudaku. Na Krymie produkuje się fantastyczne wina – przewodnik podaje że najlepszy jest Czarny Pułkownik i Czarny Doktor (są dosyć drogie). Tych nie próbowaliśmy – ale na Krymie chyba każde wino będzie dobrze smakować :)). Dzięki rozwiniętej produkcji wina Krym miejscami przypomina Toskanię – wokół ogromne hektary winnic. Cudowne krajobrazy! :))

Twierdza w Sudaku. Twierdza sama w sobie ogromna, a dzięki skałom, na których jest zbudowana, robi jeszcze bardziej niesamowite wrażenie. Jest to największa twierdza genueńska na Krymie – a poza samą Genuą najlepiej zachowany zabytek z czasów rozkwitu i ekspansji średniowiecznej Republiki Genueńskiej.

Wzniesiono ją w latach 1381-1430, zajmuje blisko 30 ha – do naszych czasów zachowały się dwa ciągi murów obronnych z 14 basztami.

Meczet – starszy niż sama twierdza – wybudowany przez Turków ok. 1220 r. W swej długiej historii był kościołem, cerkwią ormiańską, prawosławną, a nawet kościołem luterańskim.

Wspaniałe widoki na zatokę i górujące nad nią urwiska skalne Kyz-Kule (Skały Dziewiczej).

Zamek konsula


Obowiązkowy program wycieczki – wspiąć się na skały. Widok na Nowy Świat – cudne urwiska nad morzem. Tu można spokojnie spędzić cały dzień. Ale niestety jeszcze czeka nas dziś trochę zwiedzania…

…a zatem dreptamy w dół i dalej w Krym.

Nowy Świat
Kilka km na zachód od Sudaku znajduje się pięknie położone miasteczko Nowy Świat – warto zobaczyć jego okolice – niesamowite skały i ponoć niesamowite groty tuż nad morzem. My niestety zrobiliśmy to tylko z autokaru, ale i tak było warto – następnym razem będzie dokładniej :)).

Karadah i delfinarium
Nad zatoką malutka plaża, przystań i niesamowite widoki na wulkan Karadah. Z przystani można popłynąć na rejs statkiem do Złotych Wrót – widoki pewnie jeszcze bardziej niesamowite. A taka przyjemność, to 30 hrywien.

Delfinarium, a w nim delfiny i inne zwierzaki :)) Uwaga – pierwsze rzędy wychodzą z pokazu mokre!

Nowy kierowca… przepraszam – kierowniczka ;)) oraz winnica i plaża… a wieczorem – degustacja win krymskich :)))

Tak na marginesie – gdyby komuś przyszło do głowy zerwać sobie trochę winogron w przydrożnej winnicy, to szczerze odradzamy… Tatar nie wezwie milicji – sam załatwi sprawę.

Półwysep Kazantyp
Kolejny dzień – odpoczynek po wyczerpującym wieczorze. Jedziemy na półwysep Kazantyp (Kazantip). Po drodze miejscowość Szczyłkino – niedoszła elektrownia atomowa. Co roku w sierpniu odbywa się tam jedna z największych imprez techno w Europie – oczywiście w bloku reaktora (tzw. „dekoracja za miliard dolarów”).

Przylądek Kazantyp – ścisły rezerwat i znowu skałki nad morzem. Po prostu bajka!

A obok rezerwatu plaża i kąpiel w morzu Azowskim :))

Jałta i okolice
Do Jałty mieliśmy dosyć daleko – trzeba było zatem wyjechać ok. 4 rano. Nagrodą był piękny wschód słońca w czasie postoju.

Ałupka – pałac hr. M. Woroncowa, a w oddali góra Aj-Petri (św. Piotra). Pałac zaprojektowany przez Eduarda Blora – architekta królowej angielskiej… dzięki której nie dane mu było zobaczyć swego dzieła na żywo. Królowa zabroniła mu wyjechać i zobaczyć gotowy już pałac. Fasada północna, to styl Tudorów…

…piękne wnętrza wypełnia kolekcja rzeźb, obrazów i mebli…

…natomiast południowa fasada pałacu inspirowana jest Alhambrą w Grenadzie. Bardzo charakterystyczne są trzy pary lwów: pierwsza śpiąca, druga przed chwilą obudzona, a trzecia gotowa do ataku.

Jaskółcze gniazdo – neogotycki zamek na skalnym urwisku. Jest to jeden z symboli Krymu. I jest naprawde ładny – z daleka ;))) Zbudowany w latach 1911-1912, uległ poważnemu zniszczeniu w czasie trzęsienia ziemi w 1927 r. – odbudowany dopiero w 1968… a w środku – restauracja włoska ;))

Uwaga – za wejście się płaci – a bilety sprzedaje straszny burak. To Rosjanin – Kasia specjalnie sprawdziła ;))

Na dole jest przystań dla stateczków wycieczkowych – a zaraz obok mała knajpka. Można siedzieć i patrzeć jak fale rozbijają się na kamieniach.

Liwadia – pałac carski (letnia rezydencja), zbudowany w latach 1910-1911 na miejscu rezydencji należącej w latach 1834-1860 do Leona Potockiego. To tutaj odbyła się niesławna konferencja jałtańska

Jałta – oczywiście z obowiązkowym pomnikiem Wodza. Zupełnie zburzyła nasze pojęcie biednej Ukrainy :))

Cerkiew Aleksandra Newskiego – nasze odkrycie!!!
Najłatwiej trafić tam skręcając z bulwaru nadmorskiego (im. Lenina oczywiście) na ul. Kirowa lub ul. Morskaja.

Bulwar im. Lenina – i restauracja „Zołotoje runo”… w końcu to tutaj ostatecznie przybył Jazon i Argonauci by odnaleźć legendarne złote runo :)))

Teodozja
Ostatni dzień w Teodozji – i niestety deszczowy. Zwiedzaliśmy Galerię Ajwazowskiego – największego marynisty swiata :))

Na koniec chcieliśmy popłynąć statkiem na mały rejs – niestety pogoda pokrzyżowała nam plany. Ale z morza i tak nie zrezygnowaliśmy.

Pożegnanie z Morzem Czarnym – nie jest smutno… przecież jeszcze tu wrócimy :))

Powrót
Na koniec trochę zdjęć dróg na Krymie – to tak dla tych jeszcze nie przekonanych ze Ukraina to cywilizowany kraj. A autostrada Odessa-Kijów – hmmm… Czy u nas są takie drogi?? ;))

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.