Home PodróżeUkraina Dlaczego wracamy na Kresy – Tadanie

Dlaczego wracamy na Kresy – Tadanie

by Kasia

Uwielbiamy wracać na Ukrainę. Kiedyś najprostszym wytłumaczeniem było szukanie korzeni i ogromny sentyment do ziemi, gdzie urodziła się mama i mieszkali dziadkowie. Teraz musimy się Wam przyznać, że z ogromną przyjemnością wracamy tam nie tylko na spotkanie z duchami przodków, ale też dla cudownych ludzi z krwi i kości. Dla Ukraińców i Polaków. Dla naszych cudownych i ogromnie serdecznych nowych znajomych.

Wszystko zaczęło się od naszej pierwszej wyprawy tutaj w 2015 roku. Poznaliśmy wtedy pana Igora. Dzięki jego pomocy, przy każdej następnej wizycie dowiadywaliśmy się coraz więcej o mieszkających tu przed laty Białowąsach, Sawiakach, Ślepeckich i Ostrowskich.

Odnaleźliśmy grób prababci, zobaczyliśmy miejsce gdzie stał dom dziadków.

Kolejny zwrot w naszej kresowej epopei nastąpił dzięki naszemu bardzo osobistemu wpisowi na blogu o poszukiwaniu korzeni na Ukrainie. Odezwało się do nas wiele osób. Tych, których podobnie jak moją mamę, skomplikowana historia rzuciła daleko od rodzinnych stron dziadków. Ale też takich, którzy pamiętali mojego dziadka – Jana Białowąsa!

Jest listopad, jedziemy na Ukrainę!

To już tradycja, że co roku, w okolicach Święta Zmarłych jedziemy na odnaleziony grób prababci w Tadaniach.
Tak było i w tym roku. Znowu zaplanowaliśmy tylko jeden dzień – odwiedziny na cmentarzu i dłuższy postój w ukochanym Lwowie.

Jednak od początku zaskakiwały nas zbiegi okoliczności. Zaczęło się od tego, że zazwyczaj zamknięta cerkiew w Tadaniach była otwarta! Wcześniej nie mieliśmy tyle szczęścia i witały nas zamknięte drzwi.
Tym razem udało się nam zobaczyć wnętrze i wejść tuż przed nabożeństwem.
Cerkiew pw. św. Dymitra pochodzi z 1876 roku.




Potem tradycyjnie zapaliliśmy znicze na grobie babci Maryjki. I popatrzyliśmy na miejsce gdzie kiedyś stał dom dziadków…


Na cmentarzu spotkała nas kolejna niespodzianka – znalazła nas Pani Maria, która kontaktowała się z nami już jakiś czas temu. Pani Maria mieszka tuż obok Tadani, w Kamionce Strumiłowej, a jej 89 letnia mama, pani Bronisława pamięta dziadka Jana Białowąsą! Niestety dość późno dałam jej znać że przyjeżdżamy i się nie umówiliśmy, jednak sprytna Pani Maria stwierdziła, że na cmentarzu na pewno nas spotkają! Jak cudownie było z nią porozmawiać!

To dzięki jej synowi Stefanowi spełniło się też wreszcie nasze ogromne marzenie. Weszliśmy do kościoła w Tadaniach, gdzie ochrzczona była moja mama, brali ślub dziadkowie….
Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i Świętej Tekli został ufundowany w 1734 roku. Wnętrze zdobią malowidła z 1838 roku.
Niestety drewniany kościół jest w kiepskim stanie. Na ścianach gdzieniegdzie widać freski. W oczy rzuca się też wielka jasna plama w miejscu ołtarza – podobno został on zabrany do innego kościoła w czasach, kiedy kościół w Tadanich był zamknięty. Mam nadzieję, że kiedyś zostanie odnowiony i uratowany przed całkowitym zniszczeniem.


Razem z Panią Marią odwiedziliśmy też Kamionkę Strumiłową (Kamionka Bużańska, ukr. Кам’янка-Бузька). Przyznam się szczerze, że nieco po macoszemu traktowaliśmy to niewielkie miasteczko tuż obok Tadani. Okazuje się, że jest tam całkiem sporo ciekawych miejsc. Szczególne zachwyciła nas piękna cerkiew Świętego Mikołaja z 1667 roku. Wnętrze zachwyca wystrojem. Jednak bystre oko wypatrzy wśród ozdób flagę nacjonalistów. Niestety dla nas Polaków, kresowiaków te kolory kojarzą się jednoznaczne z bestialskimi mordami na Polakach w latach czterdziestych.


W Kamionce jest też kościół katolicki zrzeszający sporą grupę Polaków, gdzie proboszczem jest ksiądz Grzegorz Ząbek .
Neogotycki kościół jest po wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny ( Sanktuarium Pana Jezusa Konającego z Milatyna) i został zbudowany w latach 1911-1920 wg projektu Teodora Talowskiego (tak to ten sam architekt, którego przepiękne kamienice możemy podziwiać w wielu miejscach w Krakowie, a szczególnie na ulicy Retoryka!). Jak większość budynków sakralnych w czasach sowieckich,  kościół był zniszczony – lata 1947-1989. Dzisiaj możemy podziwiać odnowione wnętrza, szczególnie z pięknym, zachowanym cudem ołtarzem.


Na koniec odwiedziliśmy jeszcze dom Pani Marii i poznaliśmy jej mamę. Starsza Pani na doskonałą pamięć i bardzo barwnie opowiadała nam o dziejach swojej rodziny i znajomych z Kamionki, Tadani, Maziarni i Łanek.
Szczerze mówiąc, z zazdrością patrzyliśmy, jaką ma fenomenalną pamięć w tym wieku. Pani Bronisława potrafiła wymienić kto przy danej ulicy, dom za domem mieszkał. Kiedyś ludzie się znali i mieli ze sobą kontakt, dziś często nie wiemy kto mieszka tuż obok nas w bloku… Dzieje rodziny Pani Bronisławy były jak większości Polaków na Kresach dramatyczne (więcej Tutaj). Jednak po ucieczce do Polski i tułaczce bez domu i własnego kąta, zdecydowali się wrócić tam, gdzie zostało ich serce i znajomi. Powiem szczerze, że była to dla mnie ogromna odwaga. Nie wiem czy sama bym się zdecydowała na taki powrót, po tych strasznych represjach i mordowaniu Polaków jakie wydarzyły się w tamtych czasach na Kresach.
Okazało się też, że siostra mamy Pani Bronisławy, była pierwszą żoną dziadka mojej mamy – Pawła Ostrowskiego! Czyli jesteśmy prawie rodziną!

Niesamowicie było też oglądać wspólnie stare fotografie. Zobaczcie sami jakie łobuzerskie miny mają dzieciaki na zdjęciu. Jest wśród nich Pani Bronisława, jest też znajomy mojej mamy, którego rodzina osiedliła się niedaleko po ucieczce do Polski.


Niestety listopadowe dni mają jedną wadę – szybko się kończą! Spędziliśmy cudowny dzień pełen wspomnień i z cudownymi ludźmi. Musieliśmy jednak wracać – na trasie do granicy czekała nas fatalna droga i zdecydowanie chcieliśmy uniknąć powrotu w nocy.

Jedno jest pewne – na pewno wkrótce znowu odwiedzimy nasze rodzinne strony i nowych znajomych! Mamy już plany aby razem pojechać do nieistniejących już polskich wiosek – Maziarni (tam urodził się dziadek Jan) i Łanek (tam mieszkała Pani Genowefa).

Informacje praktyczne

Więcej o Kamionce Strumilowej możecie dowiedzieć się z działającej na FB stronie:
https://www.facebook.com/KamionkaStrumilowa/
Granicę z Ukrainą przekraczaliśmy w Budomierzu. To przejście słynie z trzech rzeczy – jest nowe i nowoczesne, jest tam mały ruch i dzięki temu szybko się go przekracza, oraz z dramatycznie złej drogi po stronie Ukraińskiej.
Jednak już po raz czwarty tu przekraczaliśmy granice. Jesteśmy w stanie przeżyć tą złą drogę, bo czas oczekiwania na granicy to jedyne 20-30 minut!

Polska mapa w tekście – z tej strony – www.kresy.net.pl//kresy/

Więcej o Tadanaich i okolicach znajdziesz w książce Ziemia Lwowska Grzegorza Rakowskiego

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, jeśli nasza twórczość jest dla Ciebie inspirująca i korzystasz z niej przy planowaniu wycieczek bliższych i dalszych, to będzie nam niezmiernie miło jeśli od czasu do czasu odwdzięczysz się fundując nam kawę. :)

Doda nam to sił i energii do tworzenia kolejnych ciekawych i inspirujących treści.

To też może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Prawo UE zobowiązuje nas do poinformowania Cię, że ta strona wykorzystuje ciasteczka, głównie w celach analitycznych. Jakkolwiek apetycznie by to nie brzmiało, zostałeś poinformowany. Dalsze korzystanie z tej strony oznacza akceptację tego faktu. :) Rozumiem i akceptuję Więcej informacji

Kasai - podróże w sieci