Home PodróżeOman Oman 2013 – morze i pustynia (cz. 2)

Oman 2013 – morze i pustynia (cz. 2)

by Kasia

Mam nadzieję, że pokazaliśmy już Wam jak niesamowity jest Oman w pierwszej części naszej relacji z wyjazdu. W drugiej części zobaczycie takie cuda – ranek na fantastycznej, pomarańczowej pustyni, w południe kąpiel w krystalicznych basenach w górach, a wieczór i nocleg na białej plaży. To wszystko w ciągu jednego dnia! Bajka? Nie, to Oman…


Dzień 8 (14.03) – Przez Muscat do Sink Hole. Namiot na Wite Beach.

Po wieczornych bliskich spotkaniach z wielbłądem, okazało się, że to nie koniec przygód z przyrodą Omanu. Jesteśmy w środku śniadania, a tu nagle na horyzoncie pojawia się spore stado kóz. Ja już oczami wyobraźni widzę wesołe kopytka w naszych talerzykach i w puszce z tuńczykiem. Na szczęście, za stadem podąża pasterz który odpowiednio kieruje beczącą gromadką i stado mija nas bez strat w ludziach i sprzęcie.

Malwinka w namiocie
Close
Malwinka w namiocie
nasze pustkowie
Close
nasze pustkowie
Widok z namiotu
Close
Widok z namiotu
Poranek z kozami
Close
Poranek z kozami
Poranek z kozami
Close
Poranek z kozami
Poranek z kozami
Close
Poranek z kozami
 

Dzisiaj na naszej trasie znowu Muskat – musimy uzupełnić zapasy. Odwiedzamy w tym celu gigantycznego Carrefoura w centrum handlowym Muskat City Center. Wybór wszystkiego jest przeogromny. Nas zachwyciło osobne stanowisko z daktylami. Na pewno przed powrotem jeszcze tam zaglądniemy, szczególnie, że jest to całkiem blisko lotniska.

ulica w Muskacie
Close
ulica w Muskacie
Muskat - daktyle w Carrefour
Close
Muskat - daktyle w Carrefour
Muskat - przyprawy w Carrefour
Close
Muskat - przyprawy w Carrefour
Muskat - w Carrefour
Close
Muskat - w Carrefour
 
Muskat - w Carrefour
Close
Muskat - w Carrefour
Muskat - w Carrefour - przyprawy
Close
Muskat - w Carrefour - przyprawy
Muskat - opera
Close
Muskat - opera
Muskat - wjazd do miasta
Close
Muskat - wjazd do miasta
 

Zatrzymujemy się też w okolicach portu i robimy rezerwację noclegu na ostatnią noc przed wylotem w hotelu Naseem.

Z Muskatu ruszamy wzdłuż wybrzeża na południe. Pierwsza atrakcja na trasie to Sink Hole. W sumie to nie wiem czego się spodziewałam. Wygląda to tak – dość spory teren jest ogrodzony i zrobiony jest tam park z altankami. Właściwa atrakcja – czyli „dziura” jest w samym centrum tego parku, ogrodzona murkiem. Schodzimy na jej dno schodkami. I tyle. Choć woda ma tam niesamowity kolor i pięknie rzuca refleksy na skały wokół. Zatrzymujemy się na piknik w altance. Niestety w „dziurze” się nie dało, bo słonce mocno tam prażyło i był tylko skrawek cienia.

Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole
Close
Sink Hole
 
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole - piknik
Close
Sink Hole - piknik
Sink Hole - piknik
Close
Sink Hole - piknik
Sink Hole - piknik
Close
Sink Hole - piknik
Sink Hole
Close
Sink Hole
Sink Hole - piknik
Close
Sink Hole - piknik
 

Ostanie zadanie na dziś to odszukanie Białej Plaży. Jedziemy szutrem wzdłuż wybrzeża pomiędzy Fins a Tiwi i wypatrujemy ładnego miejsca pod namiot. Powiem szczerze, że nocowanie na plaży trochę mnie przerażało po opisie Ady, że pływy tutaj mogą być dość duże. Gdy w końcu trafiamy na właściwą plaże nie mamy wątpliwości – stoi tu już około 10 namiotów (jest weekend), więc na pewno w nocy nas nie zaleje. Znajdujemy miejsce nieco na uboczu i rozkoszujemy się kamyczkową plażą do zachodu słońca (a właściwie do kąpania Malwinki).
nad morzem
Close
nad morzem
nad morzem
Close
nad morzem
White Beach - weekendowi turyści
Close
White Beach - weekendowi turyści
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach - ognisko
Close
White Beach - ognisko
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 

Dzień 9 (15.03) – Wadi Shab, Sur. Nocleg w aparthotelu.

Nocowanie na plaży jest super! A pobudka na plaży, gdzie słońce „wstaje z morza” jest jeszcze bardziej super. Już dawno przekonaliśmy się do nocowania w Omanie pod namiotem, ale nocleg na plaży to jak wisienka na torcie tych przyjemności! Nasza Malwinka jest idealnie zgrana ze wschodem słońca – kilka minut po 6 rano oglądamy z namiotu cuda dziejące się na zewnątrz.

White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach - orzeł egipski
Close
White Beach - orzeł egipski
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 

Tym razem bez względu na słońce i muchy zostajemy nieco dłużej w naszym obozowisku. Spacerujemy wzdłuż morza, zbieramy muszelki i koralowce.

W planach na dziś mamy Wadi Shab – dość oblegane przez turystów miejsce, lepiej być tam wcześniej, szczególnie że mamy weekend. Gdy docieramy na parking jest jeszcze sporo miejsca. Na drugi brzeg przepływamy łódeczką za grosze. Malwinka w nosidełku zalicza właśnie kolejny środek lokomocji. Wędrówka wadi to wycieczka na pół dnia. Nam zajęło to od 9ej do 13ej. Trasa nie jest trudna, a w momentach zwątpienia ;) zawsze pojawiał się beton.

Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
 
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
 
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
 
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
 

Przy samym końcu, tam gdzie pojawia się więcej wody jest już za trudno dla maluszka w nosidełku. Ja zostaję na kocyku w cieniu skały, a Marek przepływa dalej. Sama końcówka to śliczna grota z refleksami światła do której jednak trzeba wpłynąć dosłownie przez „dziurkę od klucza”.

Powrót zapowiadał się spokojnie – znamy już przecież trasę i wszystkie trudniejsze miejsca. Niestety niespodzianka pojawiła się w postaci urwanego sandała Kasi. Super sandała który był nie do zdarcia i miał już… ok 10 lat :). Boso po skałach wracać raczej trudno. Na szczęście znaleźliśmy kawałek plastikowego sznurka i jakoś powiązaliśmy but, a raczej podeszwę do stopy. Do łódki jakoś dotarliśmy, ale trzeba było widzieć miny turystów w butach górskich gdy nas mijali… ;))

Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
 
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab
Close
Wadi Shab
Wadi Shab - w takich butach wracałam... Jak sie musi to się uda ;)
Close
Wadi Shab - w takich butach wracałam... Jak sie musi to się uda ;)
 

Dzisiaj już dość wędrówek, rezygnujemy z Wadi Tiwi i jedziemy prosto do Sur.

Zaraz po wjeździe do miasta (wszystkie miasta w Omanie są przeraźliwie rozciągnięte) rozglądamy się za hotelem. Znajdujemy całkiem ciekawy i w przystępnej cenie Al Afiya Hotel Apartments – to właściwie mieszkanie z tarasem, kuchnią, sypialnią, jadalnią i łazienką za jedyne 20OMR (hotel otwarty kilka miesięcy wcześniej, stąd tak niskie ceny).

Sur - hotel
Close
Sur - hotel
Sur - hotel
Close
Sur - hotel
Sur - hotel
Close
Sur - hotel
Sur - widok z tarasu
Close
Sur - widok z tarasu
Sur - widok z tarasu
Close
Sur - widok z tarasu
 
Sur - w restauracji
Close
Sur - w restauracji
Sur - w restauracji
Close
Sur - w restauracji
Sur - w restauracji
Close
Sur - w restauracji
Sur - w restauracji
Close
Sur - w restauracji
 

Po ulokowaniu się wyruszamy na miasto – znowu do polecanej przez LP restauracji. Jak zawsze zamawiamy soki, humus i tym razem rybę. Była pyszna – choć nie przebiła tej najlepiej na świecie jaka jedliśmy na Teneryfie :)

Dzień 10 (16.03) – Sur, grobowiec Sidi Miriam, Wadi Tiwi. Namiot na różowej plaży za hotelem w Ras Al Hadd.

Rano zbieramy się szybko żeby jeszcze przed największym upałem zobaczyć Sur. Miasto, tak jak już pisałam jest rozciągnięte jak wszystkie miasta w Omanie. Centrum stanowi spacerniak – kornisz wzdłuż plaży. Jest też malownicza latarnia morska, most i fort. Sur słynie głównie z produkcji charakterystycznych łodzi. Do stoczni można wejść. Niestety pracy przy łodziach nie dane było nam się przyglądać – chyba było za wcześnie i dlatego nie było tam nikogo.


Obowiązkowo w Sur trzeba usiąść na kawie z kardamonem. Nie jest to trudne, bo na każdym dosłownie kroku są kawiarnie z napisem Krak Corner. A jak kawa to i soki – kolejny przebój smaku – cytryna z miętą! Tutaj też robimy zakupy w małym spożywczaku u Hindusa – banany z Sallalach i masło ghe w puszce.

Sur - kawiarnia z bogatym menu
Close
Sur - kawiarnia z bogatym menu
Sur - jest tez karta zeby poczytać sobie przy stoliku
Close
Sur - jest tez karta zeby poczytać sobie przy stoliku
Sur - fantastyczna kawa a kardamonem
Close
Sur - fantastyczna kawa a kardamonem
Sur - soki mniam
Close
Sur - soki mniam
 

Z Sur wracamy jeszcze na wczorajszą trasę. Zaglądamy do grobowca Sidi Miriam. Teoretycznie teren jest zamknięty – ale udało się przeskoczyć mały murek. Malwinka w tym czasie słodko śpi w klimatyzacji i z elektroniczną nianią u pasa. :)

Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam - buty trekingowe
Close
Sidi Miriam - buty trekingowe
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
 
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
Sidi Miriam
Close
Sidi Miriam
 

Dalej udajemy się do Wadi Tiwi. W sumie tak z lekką nieufnością, bo to znowu wadi z utwardzoną drogą. Nieufność okazała się nieuzasadniona – bardzo polecamy. Zabawa zaczyna się gdy dotrzemy do wioski i trzeba się wspinać samochodem klucząc w wąskich dróżkach pomiędzy domami. Wielu turystów w tym miejscu zawraca, a na prawdę warto pojechać aż do końca, do tablicy będącej początkiem trasy trekingowej przez góry do Wadi Bani Khalid. Uwaga: bez 4×4 nie ma szans na dojechanie do końca, bo w kilku miejscach podjazdy są bardzo strome. :)

Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
 
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
 
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
 

Na piknik niestety nie znajdujemy zbyt rewelacyjnego miejsca. Siadamy wiec w cieniu na schodkach – Malwinka ma butelkę, my winogrona i przyglądamy się śmiałkom startującym do zdobywania krętych uliczek Wadi Tiwi. Tam też spotykamy drugi raz Polaków w Omanie.

Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi TiwiWadi Tiwi
Close
Wadi TiwiWadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
 

Ostatnią atrakcją, która nas czekała w Wadi Tiwi, była ekipa filmowców. Akurat kręcili ujęcie tuż przy drodze i mogliśmy zrobić kilka fajnych zdjęć.

Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
Wadi Tiwi
Close
Wadi Tiwi
 

Ruszamy wreszcie w trasę – przed nami kilkadziesiąt kilometrów wzdłuż morza, aż do rezerwatu żółwi. Miałam obawy czy ta atrakcja nam wypali i niestety moje obawy się potwierdziły. Hotel przy rezerwacie jest ekstremalnie drogi (80R za dwójkę, czyli dla nas razy 8…) Miejsc w grupach wychodzących z przewodnikiem na plażę, gdzie żółwie składają jaja, też w zasadzie nie ma. Zostało tylko jedno na godzinę 21. Oczywiście namiotu przy parkingu rozbić nie wolno. Pan w recepcji poradził nam jednak, że ładne miejsce jest na plaży za hotelem Ras Al Hadd, w miejscowości o tej samej nazwie. Mamy lekki stres bo jest już prawie 18, więc zachód słońca już tuż tuż. Faktycznie Pan dobrze nam poradził – miejsce fajne. Ale żółwie musieliśmy sobie niestety darować. Przy okazji zaliczyliśmy nowe doświadczenie, czyli rozbijanie namiotu po zmroku – da się, ale dużo pomogło ledowe oświetlenie kempingowe, zasilane z gniazda zapalniczki, które Marek zmontował specjalnie na ten wyjazd dzięki portalowi Mały Podróżnik.


Dzień 11 (17.03) – Wahiba Sands. Al Raha Camp.

Rano wprawdzie wschodu słońca nad morzem nie mieliśmy (słońce wschodziło nad miasteczkiem), ale gdy wyjrzeliśmy z namiotu zobaczyliśmy fajny obrazek: dwóch rybaków w małej łódeczce. Za towarzystwo mieliśmy też kraby i czaple. Nasza plaża okazała się  nietypowa – pełno było na niej maleńkich, różowych muszelek. Okazało się też, że doły w piasku, w które wpadaliśmy wieczorem to dzieło… żółwi. Były tam też ślady małych żółwików, które wykluły się w nocy!

Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras Al Hadd
Close
Ras Al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
 
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
 

Poza ślicznym piaskiem nasza plaża miała bardzo malownicze kamienie i skały. Tutaj naprawdę dużo czasu spędziliśmy spacerując i siedząc na piasku. Przy wyjeździe z plaży jest czysta toaleta publiczna – można zmyć piasek i nabrać wody :)

Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
 
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
Ras al Hadd
Close
Ras al Hadd
 

Jeszcze w pobliskim miasteczku zatrzymujemy się na zakupy w piekarni/cukierni (dziwne, ale smaczne przekąski) i ruszamy ku pustyni!

Ras al Hadd - z piekarni wynalazek
Close
Ras al Hadd - z piekarni wynalazek
Ras al Hadd - z piekarni
Close
Ras al Hadd - z piekarni
 

Nasza trasa prowadziła przez małe miasteczka wzdłuż drogi. Czasem wręcz jechaliśmy brzegiem morza. Wypatrzyliśmy ciekawe klify, a zaraz za nimi samotną skałę w wodzie. Musieliśmy się tam zatrzymać. Malwinka akurat mocno zasnęła – została wiec samochodzie z włączoną klimą i nianią, a my szybko wyskoczyliśmy na zdjęcia. To było niesamowite – cała gigantyczna plaża była nasza, aż po horyzont nie było nikogo… no prawie, bo musieliśmy się nią podzielić z mewami. ;)

Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
 
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
 
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
Ocean Indyjski
Close
Ocean Indyjski
 

Tutaj też pierwszy raz zamoczyliśmy stopy w Oceanie Indyjskim – niesamowite uczucie patrzeć w dal ze świadomością, że najbliższy stały ląd to Antarktyda (Malediwów i innych małych wysepek nie liczymy).

Na kolejny odpoczynek zatrzymaliśmy się w jednym z mijanych miasteczek – wybór restauracji był prosty – musi być jedzenie i świeże soki. Oczywiście wylądowaliśmy u Hindusa i oczywiście jedliśmy biryiani. ;)


Miejscowi chyba byli nieco zdziwieni, gdy robiliśmy powyższe zdjęcia… ale jak tu nie zrobić zdjęcia sklepowi z sianem dla wielbłądów. :D

Ruszamy dalej i wreszcie z głównej drogi odbijamy do polecanego w wielu relacjach pustynnego campu – Al Areesh Desert Camp. Wokół cudny pomarańczowy piasek i wielbłądy!

Camp jest. Domki są. Wspólna sala z dywanami i poduszkami jest. Ale czegoś jednak brakuje… obsługi! Marek chodzi, woła – nic. No to siedzimy – może się ktoś pojawi. Z nudów przeglądamy książeczkę z rachunkami – ostatni goście byli 3 dni temu. Co gorzej, ceny w cenniku znacznie odbiegają od tego co płaciła Ada kilka lat temu (25R za osobę bez wyżywienia + za Malwinkę jeszcze 9R + 10R za wjazd na wydmy. ;)).

Wahiba Sands
Close
Wahiba Sands
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
 
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
Al Arresh Camp
Close
Al Arresh Camp
 

W końcu usłyszeliśmy glosy w pobliskim domku i Marek dobudził jednego z pracowników. Niestety nasze obawy były potwierdzone – ceny z kosmosu i brak jakiejkolwiek możliwości negocjacji… uciekamy. Wracamy na główną drogę i po kolei dzwonimy na campy, których reklamy są przy drodze (miejscowa karta SIM bardzo się przydaje). Pierwsze ceny jakie usłyszeliśmy to nawet 70-120R… ale udaje się trafić w końcu na cenę dla nas do przyjęcia. Jedziemy na Al Raha Camp – mamy dwójkę z łazienką za 40R (przy meldowaniu zamieniony na większą wersję „family”, co załatwiła swoim urokiem Malwinka), w tym mamy kolację, śniadanie, napoje i wjazd na wydmę na zachód słońca!

Koniec asfaltu
Close
Koniec asfaltu
Droga do Al Raha Camp
Close
Droga do Al Raha Camp
Droga do Al Raha Camp
Close
Droga do Al Raha Camp
Droga do Al Raha Camp
Close
Droga do Al Raha Camp
Droga do Al Raha Camp
Close
Droga do Al Raha Camp
Droga do Al Raha Camp
Close
Droga do Al Raha Camp
 

Dojazd jest całkiem ok – droga szutrowa utwardzona na całej 18km długości (tylko ostatnie 200-300m po piachu), tak że nawet zwykłą osobówką da się tam dojechać.

Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni - Al Raha Camp w tle
Close
Zachód słońca na pustyni - Al Raha Camp w tle
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni - Al Raha Camp
Close
Zachód słońca na pustyni - Al Raha Camp
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
 
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
 
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
 
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
 

Biegiem przesiadamy się na samochód który wywozi nas na najbliższą wysoką wydmę i oglądamy zachód słońca. Wieczorem w Campie czeka na nas kawa i herbatka, a dla Malwinki mamy mleczko. Dziecko przeszczęśliwe może sobie popełzać po dywanach i zaczepia nielicznych gości (poza nami były chyba tylko jeszcze trzy inne samochody z turystami). Poznajemy też sympatycznego Włocha – ma znajomych w Polsce i wspina się z nimi po Himalajach (kolega kolegi Wielickiego i zarazem jego równolatek). Co ciekawe jest w Omanie już trzeci raz – teraz wracają z wyspy Masirah i do campu dojechał od drugiej strony – czyli przejechał pustynią ponad 120 km! Dzięki pogawędkom z Włochem wiemy ile właściwie trzeba spuścić powietrza z opon żeby dało się wjechać samochodem na wydmę… prawie do zera, czyli ok. 0.5-0.8 bara. :)

Zachód słońca na pustyni
Close
Zachód słońca na pustyni
Nasz pokój - Al Raha Camp
Close
Nasz pokój - Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
 

Na kolację dostaliśmy kurczaka i szaszłyki z koziny (mniam!), był też hummus i napoje. Zasypiamy szybko, bo rano w planach jest wschód słońca na wydmach.

Dzień 12 (18.03) – Wahiba Sands, Wadi Bani Khalid. Namiot na White Beach.

Pobudka na wschód słońca nie jest trudna – Malwinka czuwa. ;) Na szczęście słońce wschodzi o dość przyzwoitej porze, ok. 6 rano. Marek wiec pobiegł na wydmy, a my się karmimy.

Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
 
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
Wschód słońca na pustyni
Close
Wschód słońca na pustyni
 

Jak wrócił, to już razem poszliśmy popatrzeć  na piaski w porannym słońcu. Okazało się też, że nasze dziecko kategorycznie nie toleruje piasku! Siedziała na macie i z przerażeniem wpatrywała się w „ten obrzydliwy piasek dookoła”… A ja zabrałam foremki do zabawy w piasku. ;]
Wielbłąd i mały meczet
Close
Wielbłąd i mały meczet
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Na wydmach - Malwinka zdecydowanie nie lubi pisaku...
Close
Na wydmach - Malwinka zdecydowanie nie lubi pisaku...
 
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
 
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
 
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp - na wydmach
Close
Al Raha Camp - na wydmach
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
 

Po dobrym śniadanku pakujemy się w nasz samochód i jedziemy na wydmy. Niestety nawet spuszczenie powietrza do ok. 0.8 bara wiele nie pomogło. Pradziucha, jak przystało na auto z wypożyczalni, miała mocno zużyte sprzęgło. Ale i tak fajnie było – wdrapaliśmy się prawie na szczyt jednej z wydm. Za naszym campem był jeszcze inny – oddalony o dobrych kilka kilometrów (i też znacznie droższy), te próby terenowe pokazały, że pewnie byśmy do niego nie dojechali (chociaż z kół było jeszcze co spuszczać, więc jakaś szansa by była).

Nasz domek i samochód w Omanie :)
Close
Nasz domek i samochód w Omanie :)
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Al Raha Camp
Close
Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
 
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
 

Kolejne rozczarowanie to fakt, że na kupionym specjalnie na ten wyjazd jabłuszku jednak nie da się po piasku zjechać… a miało być tak pięknie, spektakularnie i widowiskowo. ;)

Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
 
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Pustynia wokół Al Raha Camp
Close
Pustynia wokół Al Raha Camp
Oman - mini trąba powietrzna
Close
Oman - mini trąba powietrzna
 

Po powrocie do cywilizacji znajdujemy zaraz warsztat samochodowy i dopompowywujemy koła. Kolejna atrakcja na dziś to kąpielisko w skałach – Wadi Bani Khalid.

Na parkingu jest już dość sporo samochodów. Ale na szczęście tłumów niema. To naprawdę piękne miejsce i bardzo polecamy je zobaczyć. Krystaliczna woda, palmy i fantazyjne skały! Niestety nie mamy już wielkich ambicji zdobywców i na trasę wśród skał wybrał się tylko Marek. Leniwie spędzamy kilka godzin siedząc i wpatrując się w wodę i zieleń. Można zafundować też sobie relaks dla stóp – wystarczy wsadzić je do wody, a malutkie rybki zaraz zaczynają nas obskubywać. Dziwne uczucie… ;)

Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid
Close
Wadi Bani Khalid
 

Ten ciekawy dzień kończymy znowu plażowaniem i noclegiem na Białej Plaży. Jest dziś znacznie mniej ludzi, ale i tak najfajniejsza miejscówka, zaraz przy skałach, jest zajęta.

White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
Dzisiejszy dzień pokazuje doskonale różnorodność Omanu: rano pomarańczowa pustynia, w południe góry i krystaliczne jeziorka w skałach, a wieczór na pięknej plaży nad morzem. Bajka co? :))

Dzień 13 (19.03) – Qurayat, pustynne grzybki za wioską Al Mazaree, Matrah. Hotel Naseem.

Poranek uświadomił nam, że to już ostatni nocleg pod namiotem i na plaży. Szkoda. A pomyśleć, że na początku do pomysłu spania pod namiotem podchodziliśmy jak do jeża. ;))

White Beach
Close
White Beach
White Beach - wschód słońca
Close
White Beach - wschód słońca
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
White Beach
Close
White Beach
 
Planów na dziś specjalnie już nie mieliśmy – w zasadzie wszystkie miejsca z listy na ten wyjazd już zobaczyliśmy. Na liście rezerwowej mieliśmy wprawdzie wyspe Masirah i „cynamonową pustynię” ale ostatnie dwa dni to za mało na te atrakcje.

Pozostało nam sprawdzić co podpowie nam niezastąpiony przewodnik LP – i nie zawiedliśmy się! :D

Na początek jedziemy zobaczyć miasteczko opisane w LP – Quarayat. Niestety nie znaleźliśmy tam fajnego miejsca na piknik – ale maja tam ładny meczet i fort w remoncie.

Potem jedziemy do wioski Al Mazarree – jest tam spory zamek, a za wioską skały w kształcie grzybków wyrzeźbionych przez pustynny wiatr (koło szkoły droga w lewo, następne skrzyżowanie w lewo, przez wyschniętą rzekę i dalej prosto, ok. 7 km za wioską, droga szutrowa). Faktycznie skały były fantastyczne! Niestety był taki upał, że dosłownie na jedno zdjęcie wyskoczyliśmy z Malwinką. Marek był dzielny i dłużej wytrzymał na tym upale.

Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - zwierzątko ;)
Close
Oman - zwierzątko ;)
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
 
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
 
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
 
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
Close
Oman - skalne grzybki okolice Mazaree
 
 

Przed powrotem do stolicy, po tak upalnym dniu zatrzymaliśmy się na piknik w parku przy drodze. W Omanie często można spotkać takie parki z altankami – Omańczycy lubią piknikować!
Oman - pierwsze kroki na trawie
Close
Oman - pierwsze kroki na trawie
Oman - pierwsze kroki na trawie
Close
Oman - pierwsze kroki na trawie
Oman - gekon
Close
Oman - gekon
 
Na koniec dnia zostawiliśmy sobie atrakcje w Muskacie. Po zainstalowaniu się w hotelu poszliśmy na spacer promenadą do dużej fontanny. Chyba cały czas nie możemy się przyzwyczaić, że jest tutaj tak zielono i czysto. No i te skały w środku miasta.

Widok z pokoju w hotelu
Close
Widok z pokoju w hotelu
Widok z pokoju w hotelu
Close
Widok z pokoju w hotelu
Widok z pokoju w hotelu
Close
Widok z pokoju w hotelu
Widok z pokoju w hotelu
Close
Widok z pokoju w hotelu
 
 
 

Na koniec zostawiliśmy sobie zakupy na Souqu. To ciekawe, bo są tam wprawdzie sklepiki takie pod turystów z magnesami i innymi pamiątkami, ale jednak większość sklepików jest dla mieszkańców. Znaleźliśmy np. uliczkę z pasmanteriami, garnkami i oczywiście niesamowitymi sklepami gdzie można na miarę uszyć sobie tradycyjną czapeczkę kunę.

Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - sklepik z czapeczkami (kuna)
Close
Muscat - sklepik z czapeczkami (kuna)
Muscat - souq - pasmanteria
Close
Muscat - souq - pasmanteria
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
 
 
 
Muscat - widok z pokoju w hotelu
Close
Muscat - widok z pokoju w hotelu
 

Wieczorem mieliśmy cudowny widok z okna na oświetlona zatokę, port i miasto. :))

Dzień 14 (20.03) – Targ rybny, Wielki Meczet, souq, Muscat i pałac sułtana, Yiti, Seeb. Wylot.

Rano pobudka – tym razem to nie Malwinka nas obudziła, ale głos Muezzina z pobliskiego meczetu. Potem dołączył do niego następny i jeszcze kolejne – prawdziwie orientalny klimat. Chyba jeszcze nigdy z taką radością nie otwierałam oczu o 5 rano!

Po szybkim śniadaniu wyruszamy na targ rybny. Za rok, dwa, będzie to pewnie jeszcze większa atrakcja – widzieliśmy plany rozbudowy i ładny projekt nowego budynku targu (prace już trwają). A na targu cuda z morskich głębin i ciekawi ludzie – oczywiście w większości tradycyjnie ubrani.

Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Close
Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Close
Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Close
Muscat - widok z pokoju w hotelu - wschód słońca
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
 
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
Muscat - targ rybny
Close
Muscat - targ rybny
 

Dziś ostatni dzień i wreszcie musimy zobaczyć atrakcje które oferuje stolica. Jest środa, więc bez problemu możemy wejść do Wielkiego Meczetu imienia Sułtana. Dojazd wydawał się prosty – widzieliśmy go z trasy na lotnisko. Niestety parkingi są od drugiej strony i trochę się nakręciliśmy zanim wjechaliśmy właściwie. Wejście dla turystów jest główna bramą. Było też ograniczenie dla dzieci – ale Malwinka w nosidełku weszła bez problemu. Niestety nie udało się nam posiedzieć na wielkim dywanie – zwiedza się chodząc po materiale który zabezpiecza dywan, a środek jest zagrodzony.
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
Muscat - Wielki Meczet
Close
Muscat - Wielki Meczet
 

Wracamy do centrum i robimy jeszcze ostatnie zakupy na bazarze. Postanowiliśmy kupić jeszcze m.in. kadzidło (omańską specjalność) dla znajomego zakonnika.

Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
 
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
 
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
Muscat - souq
Close
Muscat - souq
 

Kolejna atrakcja Muskatu to pałac Sułtana. Dojazd jest wygodny i parking jest prawie pod samym Pałacem, wśród budynków rządowych (najlepiej kierować się na Ministerstwo Finansów). Pałac jest dość oryginalny. A na rabatkach wokół kwitną swojsko wyglądające cynie i malwy. :)

Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
 
Muscat - pałac Sułtana i malwy
Close
Muscat - pałac Sułtana i malwy
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
 
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana
Close
Muscat - pałac Sułtana
Muscat - pałac Sułtana i malwy
Close
Muscat - pałac Sułtana i malwy
 

Dzięki LP znaleźliśmy znowu ciekawostki do zobaczenia na resztę dnia.

Jedziemy do wioski Yiti – z niej jest widok na skalny łuk w morzu. Niestety bliżej podjechać się nie uda – najbliższa okolica tego łuku to teren luksusowego hotelu. Poza widokiem na łuk były też fajne skałki.

Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto - hotel
Close
Muscat - jedziemy za miasto - hotel
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
 
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
 
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto - hotel
Close
Muscat - jedziemy za miasto - hotel
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
Muscat - jedziemy za miasto
Close
Muscat - jedziemy za miasto
 

Odkryliśmy też ładną zatoczkę i cudną plażę – niestety wstęp jest tam płatny, 2R od osoby (to teren bazy nurkowej), a my mamy już trochę za mało czasu żeby rozbić tam piknik na pół dnia.

Potem pojechaliśmy do Seeb. Spokojne miasteczko nad morzem. Tam robimy przerwę na jedzonko – znowu biryani i soki. Widzieliśmy tam też gigantyczną stajnię z super wypasionymi boksami dla koników (każdy miał m.in. swój osobisty wentylator).

Muscat - Wielki Meczet w drodze na lotnisko
Close
Muscat - Wielki Meczet w drodze na lotnisko
 
Seeb - nawet kanapkę można ładnie podać
Close
Seeb - nawet kanapkę można ładnie podać
Oman - pieniądze
Close
Oman - pieniądze
Oman - pieniądze
Close
Oman - pieniądze
 
Muscat - mobilna myjnia samochodowa
Close
Muscat - mobilna myjnia samochodowa
Muscat - świecidełka
Close
Muscat - świecidełka
Muscat - Wielkanoc
Close
Muscat - Wielkanoc
Muscat - na lotnisku i nasze 56 kg bagażu
Close
Muscat - na lotnisku i nasze 56 kg bagażu
 
Muscat na lotnisku
Close
Muscat na lotnisku
Muscat - pa pa
Close
Muscat - pa pa
Muscat - nasz pilot
Close
Muscat - nasz pilot
Muscat na lotnisku
Close
Muscat na lotnisku
 

Na koniec wpadamy na ostatnie zakupy w drodze na lotnisko, oddajemy samochód i wyruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze nie obyło się bez niespodzianek – Okęcie było nieczynne z powodu mgły i mieliśmy godzinny postój w Poznaniu. Chyba pierwszy raz wylądował tam samolot Qatar Airways, bo cała obsługa lotniska robiła zdjęcia samolotu. ;))

Ach no i ta różnica temperatur… z 35 stopni trafiliśmy na -9. :)

Jeśli wybierasz się do Omanu i chcesz poznać co, gdzie i za ile – zapraszamy tutaj –  Oman praktycznie :)

To też może Cię zainteresować

Pozostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.